Wehikuł czasu lipiec 2023 (rok 15/173)

80 lat temu, 11 lipca 1943 r., w blisko 100 wsiach Wołynia rozpoczęła się „krwawa niedziela”. Świadkowie tej potwornej zbrodni trafili też na Ziemię Głogowską. W jej kolejną rocznicę Wehikuł przypomina książkę wspomnieniową Honorowego Obywatela Głogowa Antoniego Przybysza – „Wspomnienia z umęczonego Wołynia, 1939-1943”, Wrocław 1998; Wehikuł pisał również o książce głogowianki Sandry Błażejewskiej, „Wołyń 1943. Antypolska akcja OUN-UPA w województwie wołyńskim” i pracach Edwarda Grossa „Kresowe Dzieje Podolskich Wsi Wołochy, Ponikwa i Hucisko Brodzkie (1938-1944)”.

Pomnik ku czci zamordowanych Polaków – mieszkańców Kresów Południowo–Wschodnich II RP (fot. GWC)

W trakcie lipca 1943 roku celem napadów stało się 520 wsi i osad, zamordowanych zostało około 10-11 tysięcy Polaków. A początek zbrodni wołyńsko-galicyjskiej miał miejsce w nocy z 8 na 9 lutego 1943 r. w Parośli w pow. Sarny na Wołyniu. Sotnia UPA Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki” dokonała wówczas masakry od ok. 150 do ok. 170 polskich mieszkańców, w tym dzieci i niemowląt.

Jubileuszowe obchody rocznicy tej potwornej zbrodni będą miały w Głogowie podniosły charakter. 11 lipca w południe, na cmentarzu przy ul. Świerkowej (Brzostów) odbędzie się uroczystość patriotyczna z wojskową asystą honorową połączona ze składaniem wieńców i zapaleniem zniczy, organizowana przez Stowarzyszenie Głogowska Edukacja Kresowa i Towarzystwo Ziemi Głogowskiej.

Z wydanego niedawno zbioru wierszy Jerzego Pileckiego wybraliśmy utwór przedstawiony po raz pierwszy w roku 2020 w trakcie uroczystości rocznicowych.

11 lipca 2020 – 9 lutego 1943 – Wołyń

Jakimi słowy ten ból wyrazić,

Żeby nikogo dziś nie obrazić,

Bo gdzieś w pamięci mam ciągle słowa…

Synu, jesteś Polakiem, godnie się zachowaj.

Korzenie mam kresowe – od Nowogródka po Krasnojarsk,

A opowieści rodzinne zostawiły myśli w głowie.

Oddaję dziś cześć zamordowanym …

I dlatego tu stoję.

Więc złóżmy dziś symboliczne kwiaty,

Zapalmy znicze na granicy narodów

I pamiętajmy, nie zapomnijmy…

Że oni przecież żywi nadal są wśród nas.

Ich dusze przy nas pozostały,

Tylko ich ciała zabrał czas …

Okładka książki Jerzego Pileckiego

  • „Lata w Twierdzy Głogów 2023”. W tym roku do 8 lipca. Wszystkim wyjeżdżającym z miasta na letni wypoczynek życzymy udanych wakacji i urlopów. Pamiętajcie o Głogowie i o Wehikule czasu. Prosimy – zwracajcie uwagę na glogoviana i piszcie do Wehikułu. Mamy interesujące upominki dla naszych czytelników.

Kufel, dzieło głogowskiego złotnika M. Francke, znaleziony w Muzeum Narodowym w Lublinie

  • prawnuka jego mieszkanki Anny Pauliny Schramm (z domu Dittmann) jest zdjęcie dotąd rosnącej czereśni. W przydomowym ogródku przy ul. Chopina (Eichendorffstraße) wiosną 2023 roku znalazł drzewo czereśni, której owoce przerabiała jeszcze jego prababcia. Niżej dwa zdjęcia z drzewem czereśni. Pierwsze prawie sprzed stu lat i drugie zrobione 12 kwietnia bieżącego roku.

Prababcia w ogródku przy czereśni

Tyle pozostało z czereśni w XXI wieku


Z lektur Wehikułu (125)

Z cyklu „Z biblioteki GROTu” ukazała się kolejna pozycja. Po tytułach: „Wieża Głodowa. Tajemnice głogowskiego zabytku” i opowieści „Reichsarbeitsdienst” (o obozach organizacji RAD (Reichsarbeitsdienst – Służba Pracy Rzeszy) na inaugurację XVI odsłony „Lata w Twierdzy” głogowscy autorzy przygotowali nowy projekt:

Paweł Łachowski, Damian Szczepanowski, Paulinów. Historia głogowskiego pałacyku i jego mieszkańców, Głogów 2023.

Przez wiele powojennych lat zielona oaza na horyzoncie łanów zboża w południowej części miasta, za szpitalem, żyła swoim życiem. Przybliżyła się, gdy obok znalazła się ścieżka nad glinianki – popularne w końcu XX wieku kąpielisko.

Gwałtowny rozwój miasta spowodował, że Paulinów, ponad dwuhektarowy park, stał się jego częścią.

  • są też i pomnikowe, jak np.: 2 platany klonolistne „Filemon” i „Bonifacy” o obwodach okazów 430 i 550 cm oraz wysokości 25 metrów. Po przeciwnej stronie alejki wznosi się najcenniejszy okaz w parku – olbrzymi miłorząb dwuklapowy „Tristan” mający w pierśnicy 380 cm przy wysokości drzewa ok. 25 metrów. Zalicza się do najstarszych i najokazalszych miłorzębów w Polsce. Jest to okaz żeński, rzadko występujący w parkach. W pobliżu rośnie kolejny pomnikowy platan o nazwie „Leopold”. Obwód w pierśnicy wynosi 360 cm, wysokość okazu ok. 30 metrów.

Z innych drzew zasługujących na uwagę, choć nieposiadających statusu pomnika przyrody, zasługuje wiekowa sosna czarna o obwodzie 275 cm.

Park ma swoją dawną i długą historię.

Zaczątkiem założenia był dawny sad zakonu klarysek (Baumgarten), które otrzymały go od księcia Henryka III głogowskiego na początku XIV w. i posiadały do sekularyzacji w 1810 r. Następnie stał się własnością rodziny kupieckiej Strahl i nazywał Paulinenhof. Ze studni wybudowanych w Baumgarten dostarczano od 1510 r. rurami wodę do Głogowa. Ujęcie wody zostało zmodernizowane pod koniec XIX w., a jego teren, przylegający do Paulinenhof, zakupiło na początku XX w. miasto.

O przeszłości Paulinowa autorzy interesująco opowiadają na 70 stronach swojej książki. Ilustrują opowieść wielką ilością zdjęć, skanów, map i planów. W wielu przypadkach nieznanych.

Wehikuł czasu poleca, z radością podając link do wersji internetowej, którą można pobrać bezpłatnie: https://subscribepage.io/Paulinow,  bowiem wydanie „papierowe” ma swój kres.

  Okładka

Pocztówka ze Śląska (7)

Sir Lancelot z Jeziora na Dolnym Śląsku!!! Wieża Rycerska w Siedlęcinie zaprasza.

Kiedy blisko 10 lat temu Wehikuł czasu trafił do Siedlęcina – oniemiał. Widocznym na zdjęciu wejściem, obok wielkiego drzewa, wsunął się w ciemne wnętrze średniowiecznej, mieszkalnej wieży książęcej. Na jednej z kondygnacji otworzyło się niesamowite, średniowieczne malowidło – legenda sir Lancelota z Jeziora – słynnego rycerza Okrągłego Stołu.

Wzniesiona w drugiej dekadzie XIV w. budowla zachowała się do naszych czasów w niemalże niezmienionej formie. To, między innymi, stanowi o jej wyjątkowości. Jest również jedną z największych tego typu budowli w Europie Środkowej. W tym miejscu należy również wspomnieć, że możemy w niej podziwiać najstarsze drewniane stropy w Polsce (datowane metodą dendrochronologiczną na lata 1313, 1314, 1315) oraz najstarsze malowidła ścienne o tematyce świeckiej przedstawiające – co najważniejsze i o czym wspomniano już powyżej – sceny z legendy o sir Lancelocie z Jeziora (jedyne dziś na świecie ścienne przedstawienie tego właśnie rycerza Okrągłego Stołu).

Tu adres na skróty – http://wiezasiedlecin.pl/oboz-odkrywamy-wlasne-dziedzictwo/

Warto wiedzieć, że podobna budowla, (choć niestety bez malowidła), znajduje się nieopodal Głogowa – w Dalkowie. Polecamy hasło w Glogopedii – http://www.glogow.pl/…/Dalk%C3%B3w_%E2%80%93_wie%C5%BCa…

Dalków – wieża mieszkalna – Glogopedia – Internetowa Encyklopedia Ziemi Głogowskiej

Opisywane wejście do wieży w Siedlęcinie

22 lipca 1018, 1005 lat temu, nad Bugiem Bolesław Chrobry ze swoimi oddziałami rozgromił wojska kniazia Jarosława Mądrego. Chrobry na wschód ruszył w niespełna rok po uspokojeniu sytuacji na granicy zachodniej. Wtedy to powstrzymał cesarza rzymskiego i króla niemieckiego Henryka II. Ten bowiem na czele 30 000 armii zbrojnych Niemców, Luciców, Czechów i przedstawicieli innych nacji pojawił się w okolicach głogowskiego grodu. Konsekwencją tego sukcesu stał się sojusz militarny i Niemcy uczestniczyli rok później w wyprawie na wschód by osadzić po raz kolejny zięcia Chrobrego, kniazia Świętopełka na tronie.

Polecamy – https://zamek-lublin.pl/bitwa-nad-bugiem-1018/

Bitwa z 1018 roku trafiła na tablice przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie (fot. I. Dominiak)

Komu bije ten dzwon?

W roku 1668, 455 lat temu, został odlany ze spiżu dzwon z kolegiaty głogowskiej. W trakcie II wojny został podczas inwentaryzacji na rzecz pozyskiwania metali kolorowych zakwalifikowany do kategorii C – obiektów wartościowych historycznie. Jednak został zdjęty z wieży kościelnej i wywieziony w głąb Rzeszy. Na szczęście nie trafił do huty. Został, po zakończeniu wojny, znaleziony na złomowisku w Niemczech.  Trafił, jak wynika ze spisu, do kościoła św. Urszuli w Kolonii.

Widoczny fragment inskrypcji to: … ECCLESIAE COLLEGIATAE B: M; V: GLOGOVIA MAIORIS… (Fotografia pochodzi z monumentalnej pracy M. Tureczka, Leihglocken, Dzwony z obszaru Polski…, Warszawa 2011. Dziękujemy autorowi za udostępnienie)

Bywało sucho, bywało mokro. W upalny dzień o powodziach…

1736., 1.07.,   „rozpoczęła się powódź, a ósmego lipca cały las był już zalany. (…) Siedem wiosek w pobliżu Brzegu całkowicie zatonęło, a wiele ludzi się utopiło. Takie nieszczęście dotknęło Głogów i wszystkie położone nad wodą miejscowości. Woda porywała wszystko(…)” – notował świadek epoki. Kronikarski wpis znajduje się w „Dziejach Zielonej Góry”, (niedawno opublikowano polskie tłumaczenie). Tam też można znaleźć i inne informacje dotyczące księstwa głogowskiego i jego stolicy.

Zalane tory i okolice Zamku

  • od początku lipca francuskie wojsko zaczęło obsadzać wybudowany specjalnie dla niego obóz. Powstał na zachód od miasta, na polach od dzisiejszego Paulinowa aż do Słonej i Biechowa. Mieścić się w nim miała dywizja piechoty.

Historyk niemiecki pisał tak: 

W pobliżu obozuwybudowano szopy rzeźnickie i założono studnie. Cały obóz składał się z dużych drewnianych baraków na 30-40 ludzi w długim rzędzie jeden obok drugiego. Za nimi, oddzielone szeroką przestrzenią poustawiano baraki mniejsze dla oficerów. Również daleko poza nimi stały bardzo elegancko wytapicerowane i umeblowane baraki dla pułkowników. Każdy w tyle swego przynależnego pułku i za tym wszystkim stał paradny barak dowódcy brygady. (…) Przed barakami żołnierze pozakładali małe zagonki z kwiatami.

Oddziały I dywizji VI Korpusu zaczęły się więc rozlokowywać w obozowisku. Natomiast dowódca Korpusu, generał Jean Gabriel Marchand zamieszkał w pałacu w Jerzmanowej.

Pochodzący z epoki plan francuskiego obozu rekomendowany również polskim oddziałom

1933, 18.07., będący w podróży inspekcyjnej dowódca II Okręgu Wojskowego Reichswehry (Befehlshaber des Wehrkreises) gen. (Generalleutnant) Freiherr von Fritsch, przybył we wtorek do Głogowa. Spotkał się z dowództwem twierdzy oraz złożył wizyty różnym cywilnym władzom. Po wizytacji podległych mu śląskich baz, jak Kłodzko (Glatz), Nysa (Neisse), Świdnica (Schweidnitz), Jelenią Góra (Hirschberg), miał trafić na  poligon w Świętoszowie (Neuhammer). 

W latach 1932-33, ówczesny Związek Sportów Wodnych zbudował nad Odrą kompleks nowoczesnych basenów. Odbudowany po wojnie służył prawie kolejne 30 lat. Adres miał patriotyczny, bo nadana przez A. Królaka nazwa Ułanów Polskich przetrwała. Basen został wyłączony z użytkowania po powodziach w latach 90. Została po nim łąka, a pasażerowie pociągów z Wrocławia zastanawiają się czasami, dlaczego drzewa tam rosną tak regularnie.

Na basenie przy ul. Ułanów Polskich w latach sześćdziesiątych XX wieku

1946, 28.07., do Głogowa przyjechał ówczesny administrator apostolski archidiecezji wrocławskiej, ks. dr Karol Milik (biskupa ordynariusza jeszcze nie było). W dniu dzisiejszym poświęcił kaplicę i szpital powiatowy im. św. Józefa. Jak doniósł Gość Niedzielny 33/1946 – „wizytacja ta jest radosnym zaczątkiem odbudowy Głogowa, a Arcypasterz wrocławski był pierwszym dostojnikiem, który swą obecnością zaszczycił pogorzelisko głogowskie”. Po południu gość udał się do Sławy na zaproszenie władz powiatu. Jak zapisał wicestarosta głogowski, Kazimierz Gliński „(…) gościliśmy u siebie ks. biskupa z kapituły wrocławskiej, który przyjechał dla dokonania aktu poświęcenia kaplicy w Głogowie”.

Administrator apostolski, ks. dr Karol Milik przed kaplicą w 1946 r. (z rodzinnego albumu N. Piotrowskiego)

Najpierw wojskowy, później cywilny. Szpital Powiatowy

1948, 28.07., 75 lat temu, rozstrzygnęła się najbliższa przyszłość głogowskiego szpitala. Potężny kompleks szpitalny przy ul. Kościuszki zgodnie z obowiązującymi zasadami proweniencji, jako poniemiecki szpital wojskowy podlegał polskiej administracji wojskowej. I mimo że nie było w mieście garnizonu, wojsko nie chciało go wypuścić z rąk. Był między innymi wykorzystywany, jako rezerwuar dobra wszelakiego, bowiem Rosjanie wbrew mitom nie wszystko zabrali. Więc zaopatrzeniowcy z okolicznych szpitali wojskowych brali, co chcieli.

Dziś Dowództwo Okręgu Wojskowego nr IV (poprzednik Śląskiego Okręgu Wojskowego) wyraziło zgodę na remont budynku na koszt administracji cywilnej (Wydziału Powiatowego), jednak odrzuciło drugi wniosek o dzierżawę obiektu na 20 lat. Bo już od poprzedniego roku funkcjonował tu Szpital Powiatowy wraz z ambulatorium. Sytuacja się unormowała dziesięć lat później. Wtedy to mimo ulokowania w mieście wielkiego garnizonu, szpital został przekazany przez MON administracji lokalnej.

Szpital od strony południowej

Górnicze początki czerwonego złota

1968, 19.07., 55 lat temu, oddano uroczyście do użytku Zakłady Górnicze „Lubin”. Budowana od stycznia 1960 roku kopalnia rud miedzi „Lubin” została przekazana do eksploatacji. Zakończono wtedy głębienie szybów: L-I i L-IV, Zakłady Wzbogacania Rud wyprodukowały pierwszy koncentrat (już w lutym), a kopalnia uzyskała 25% docelowej zdolności produkcyjnej. Jak zapisali zakładowi kronikarze, „pełną zdolność produkcyjną, w wysokości 4,5 mln ton rudy rocznie, osiągnęła w 1972 roku”. Jest to najstarsza wybudowana w Polsce kopalnia rud. Jej produkcja miała wpływ na rozwój regionu.

1976, 18.07., mimo dokuczliwego upału odbył się objazd szkoleniowy zabytków północnej części województwa legnickiego. Uczestniczyli w nim społeczni opiekunowie zabytków z Legnicy, Głogowa i Lubina. Przewodnikiem był wojewódzki konserwator zabytków Zdzisław Kurzeja. Wspomnienie o tym zostawił w prowadzonym systematycznie przez wiele lat „Dzienniku” (tom 61, k. 142–144) Tadeusz Gumiński:

(…) Zakończyliśmy swoją wędrówkę na górze św. Anny. Jest to jedno z najwyższych wzniesień Wzgórz Dalkowskich, mające kształt miasta. Wokół rozciąga się wolne pasmo łąk, a dalej pierścień wzniesień pokrytych lasem. Nazwa góry pochodzi od wezwania barokowej kaplicy znajdującej się na jej szczycie. Pierwotnie zamierzano zbudować tutaj kościół, tak nas objaśniał proboszcz. Wystawiono prezbiterium i ściany nawy, ale w niepełnej wysokości. Przed kaplicą powstało coś w rodzaju zamkniętego dziedzińca z podcieniami po bokach. Służą one za schronienie dla pobożnych, którzy ściągają tutaj na odpust Św. Anny w dn. 26 lipca. We wnętrzu kaplicy znajdują się dwa cenne późnobarokowe ołtarze. Całość założenia z wnętrzem kaplicy została kosztem parafii odnowiona. Z punktu widzenia konserwatorskiego trochę amatorskie poczynania księdza budzą szereg zastrzeżeń. Dlaczego np. posadzkę w kaplicy pomalowano na różowo lub ołtarzowy obraz olejny odnowiono pociągając werniksem przed zmyciem starego? Konserwator powstrzymał się jednak krytycznych uwag, ciesząc się, że obiekt został na długie lata zabezpieczony.

Roboty renowacyjne, jak się dowiedziałem od proboszcza ks. Puzio kosztowały 200 tys. zł, które złożyli parafianie.  Na apel księdza z ambony pierwszy odpowiedział gospodarz z sąsiedniej parafii, przekazując jednorazowo 10 tys. zł. Przy pracach porządkowych było ok. 100 parafian.

Autorem fotografii jest Jan Brodecki z Legnicy, uczestnik opisywanego wyjazdu. T. Gumiński w środku. (Dziękujemy za udostępnienie fot.)

Według informacji proboszcza w dniu Św. Anny, mimo niedogodnego dojazdu, gdyż prowadzi on tylko drogą polną, gromadzi się kilka tysięcy osób. U stóp góry parkuje ponad 200 samochodów osobowych. Przyjął się zwyczaj poświęcania ich. W r. b. ma gościć także orkiestra górnicza jednej z kopalń miedzi. Pytałem, jak rozwiązana jest sprawa zaopatrzenia przybyłych na odpust w napoje chłodzące, słodycze. Proboszcz wyjaśnił, że sprawę tę załatwia z kierownikiem sklepów. Nie zanotowałem niestety nazwy miejcowości będącej siedzibą naszego gospodarza. Co nas tam najbardziej uderzyło, to doskonale zagospodarowane otoczenie kościoła, idealny porządek w otoczeniu plebanii. Ksiądz, litując się nad naszymi wymęczonymi upałem powłokami cielesnymi, przygotował wiadro wody z sokiem. Poczęstował wszystkich także cukierkami. Od lat niepamiętnych znalazłem się znów nawet w zagospodarowanej właśnie altanie usytuowanej w pobliżu plebanii.

W tejże wsi zetknęliśmy się jeszcze z emerytowanym proboszczem pochodzenia autochtonicznego, który nie opuścił swego posterunku w r. 1945. Staruszek liczy podobno 90 lat. Łatwiej mu wysłowić się w języku niemieckim niż polskim.

Oczywiście chodzi o popularnego i znanego oraz pamiętanego w Głogowie ks. Brzeskiego, który liczył wtedy dokładnie 88 lat.

Ks. Bernard Józef Brzeski (do 1949 r. Bernhard Joseph Breske), był narodowości niemieckiej, ur. 21.04.1888 w Szczecinie, w rodzinie krawca i kościelnego, proboszcz parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Kurowie Wielkim w latach 1927–1963, zm. 9.03.1979 r. w Kurowie Wielkim i tam przy świątyni został pochowany.

„Bęc, bęc, sypią się dzieci…” (z piosenki „Wyspa dzieci”)

l983, 13.07., przyszły na świat w głogowskim szpitalu trzy pary niemowląt. Bliźnięta wybrały ten najlepszy ze światów we wszystkich kombinacjach płci. Jest więc para dziewczynek i chłopców a także brat z siostrzyczką.  Jak doniosły wszystkowiedzące „Konkrety” – „rodzicami bliźniaków byli państwo Droszczakowie, Michałkowie i Tomczakowie”. Dziś ówczesne noworodki kończą więc 33 lata. Wszystkiego najlepszego.  

Jak napisali nam Czytelnicy: – „historia lubi się powtarzać: od 6 do 10 lutego 1989 roku przyszły na świat aż cztery pary. Natomiast u Państwa Tomczaków „to były dwie sliczne dziewczynki. Teraz nadal są śliczne tylko nazwiska pozmieniały…”

Nowo narodzony Głogowianin w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w głogowskim szpitalu na rękach najprawdopodobniej pielęgniarki–położnej Janiny Januszkiewicz. Obok położna Anna Smorczewska (Z rodz. albumu Jana Smorczewskiego])

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.