Wehikuł czasu – marzec 2017 (rok 9/97)

W marcu Wehikuł czasu, przy współudziale Miejskiej Biblioteki Publicznej, Towarzystwa Ziemi Głogowskiej oraz głogowskich mediów ogłosi kolejny już plebiscyt Głogowskiej Nagrody Historycznej „Złoty Bilet Czytelników Wehikułu Czasu za 2016”.

Nagroda zostanie przyznana po raz piąty a patronat objął Prezydent Głogowa Rafael Rokaszewicz.

Niebawem zostanie ogłoszony plebiscyt, który będzie trwał do 29 marca.

Wręczenie Nagrody odbędzie się 24 kwietnia o godz. 18.00 w trakcie Gali „Wehikułu czasu” w Miejskiej Bibliotece Publicznej z udziałem wybitnej dziennikarki i reportażystki, autorki bestselleru „1945. Wojna i pokój” – Magdaleny Grzebałkowskiej.

W cieniu wielkich wydarzeń i codziennego pospiechu zapomniano, że już pięćdziesiąt lat ma osiedle Matejki. Jego budowa zmieniła topografię miasta.

plakat

Pół wieku liczy już sobie osiedle Matejki. (Fot Jerzy Popiel)

Minął miesiąc, którego część stanowiły ferie młodzieży szkolnej, będące znakomitą okazją do poznania przeszłości Głogowa, Lublina, kraju i świata. Każdy wybierał co chciał. Zwiedzający Lublin mieli czas pięknej pogody, niezatłoczonych muzeów i zapraszających kafejek czy restauracji, łącznie z nową nad Ogrodem Saskim.

W Głogowie główną atrakcją była kolejna  „Zima w Twierdzy”. Jednym z jej przedsięwzięć był Benefis Ireneusza Dominiaka – autora spotkań pt. „Głogów jakiego nie znamy”.

            Wehikuł czasu postanowił również uczestniczyć w tym spotkaniu. Pan Irek został wyróżniony II Głogowską Nagrodą Historyczną. Jest również laureatem Złotego Biletu Wehikułu czasu przyznawanego przyjaciołom, współpracownikom i wszystkim tym, którzy z zaangażowaniem uczestniczą w różnych formach działalności Wehikułu, propagują przeszłość Głogowa czy w niekonwencjonalny sposób pozbawiony biurokratycznych cech ją prezentują. Dlatego też dostrzegając niesłabnące zaangażowanie beneficjenta i jemu podobnych pasjonatów miasta Wehikuł dla tych już wyróżnionych i dalej aktywnych, utworzył dodatkowe wyróżnienie.

         Pan Irek i jego rówieśnicy pamiętają nieodłączny atrybut dalekobieżnych, pośpiesznych pociągów przemierzających Polskę wszerz i wzdłuż – wagony restauracyjne – popularny „Wars”. Wypełnione głównie mężczyznami, pijącymi piwo, w kłębach dymu papierosowego i gwarze rozmów, stały się kultowym atrybutem minionych podróży.

I tak jest też w przypadku Wehikułu czasu – w jednym z jego wagonów jest restauracja. I zasłużeni pasażerowie podróży w czasie, którzy mają już Złoty Bilet otrzymują „Wejściówkę do Warsu głogowskiego Wehikułu czasu”.

I z numerem 01 takie wyróżnienie otrzymał Ireneusz Dominiak. A załącznikiem jest  produkt regionalny, ręcznej roboty własnej, przy którym podróż będzie przyjemniejsza.

Wehikuł otrzymał serwisy fotograficzne od  Przyjaciół – Tadeusza Macieszy i Jerzego Popiela, za które dziękuje i je wykorzystuje.

plakat

Laureat i specjalny wysłannik Wehikułu czasu, Grażyna Myśków prezentują wyróżnienie.(Fot Jerzy Popiel)

Zapraszam do lektury Wehikułu na stronie TZG i do Niecodziennika „Wehikułu czasu” – https://www.facebook.com/glogowskiwehikulczasu/

Wszelkie pytania i uwagi prosimy kierować na adres wehikulczasuglogow@interia.pl

Z lektur Wehikułu 

Dziś książka wyjątkowa. Tom trzeci tetralogii kryminalnej z profilerką Saszą Załuską w roli głównej, popularnej i płodnej autorki literatury kryminalnej.  Piszą o niej – polska królowa kryminałów, kobieta o wielu twarzach:

Katarzyna Bonda, Lampiony, Warszawa 2016. (wcześniej w serii były „Okularnik” i „Pochłaniacz”).

Książka jest o Łodzi – mieście życzliwych, normalnych, czasami ubogich ludzi, skorumpowanych zamożnych, dzielnych strażaków oraz zdrowych i chorych przestępców. opowieść o mieście, które po czasie ekonomicznej zapaści wstaje z kolan. Jak to w książkach Bondy, akcja wartko posuwa się do przodu. Wiele wątków nie pozwala na przerwy w lekturze.

I kiedy mamy już ponad sześćset stron za sobą i żal sie rozstawać z misternie zbudowaną akcją ozdobiona opisami miejsc, ludzi i zawodów, na stronie 637 w podziękowaniach znajome nazwiska i miejscowości.

Autorka pisze, że należy się „…ukłonić się do ziemi Arturowi Starczewskiemu naczelnikowi OSP Jednostki Ratownictwa Specjalistycznego w Głogowie, Agnieszce Blaszczyk z Czytam sobie ….”. Dziękuje również ekipom z OSP Serby, OSP Wietszyce (tak brzmi poprawnie pani Katarzyno) wymieniając ich z nazwisk. Bo okazało sie, że większość opisów akcji pożarowych Bonda zbudowała na podstawie wiedzy uzyskanej od głogowian.

Artur Starczewski na pytanie Wehikułu jak trafili na siebie odpowiada – „gdzieś przeczytałem  takie zdanie, które wypowiedziała p. Katarzyna – … podró­żu­ję, bo wte­dy słu­cham ludzi, ich histo­rii i potrzeb­ne mi to jest do życia, jak odde­ch – napisałem maila, na którego kilka minut później przyszła odpowiedź, że spadłem jej z nieba. Padło pytanie – kiedy możemy sie spotkać?”.

Przyjechała do Głogowa na weekend majowy w 2015 roku i spędzili go pracowicie wśród strażaków ćwicząc wspólnie i rozmawiając…

Ratownicy i strażacy są bardzo skromnymi ludźmi. Wiedzmy więc w Głogowie, że w mieście i wokół są oddziały Ochotniczej Straży Pożarnej istniejące tu od 1945 roku. Jednostka Ratownictwa Specjalistycznego w Głogowie działa od lipca 2010 roku. Oni wszyscy to wolontariusze poświęcający swój wolny czas

Na jednej ze stron OSP napisali o książce Katarzyny Bondy – „Jesteśmy dumni! Książka, przy tworzeniu, której mieliśmy delikatny wkład jest aktualnie BESTSELLEREM!” Warto polecić prezentowany najnowszy kryminał. A ilustracją współpracy jest umieszczony na You tube film  „Tak pracuje Bonda” pokazujący trzydniowy pobyt na Dolnym Śląsku,

bezNazwy1

Katarzyna Bonda przed ruina wieży kościoła św. Mikołaja w Głogowie – kadr w ww. filmu.

1302, 5.03., położona na terenie Księstwa Głogowskiego Zielona Góra po raz pierwszy zostaje wymieniona z nazwy. W dokumencie sygnowanym przez księcia głogowskiego Henryka III, a traktującym o wsi Jędrzychów [Henrichesdorf], umieszczono ją na ziemi zielonogórskiej  (in territorio Grunenbergensi).  Jak informuje miejscowy historyk, dr Tadeusz Dzwonkowski, istniała wtedy na przecięciu szlaków wiodących do Wrocławia, Krosna, Kożuchowa i Głogowa osada targowa zwana Zieloną Górą, która obsługiwała i zaopatrywała okoliczne wsie. Miasto miało powstać później, a prawa miejskie otrzymało około roku 1323 r.

Dla dociekliwych – zob. Codex Diplomaticus Silesiae T.16 Regesten zur schlesischen Geschichte 1301-1315. Breslau,1892.

1440, 18.03.,  w piątek przed Niedzielą Palmową, wykonano wyrok przez łamanie kołem na trzech Polakach. Tę okrutną karę otrzymać mieli łotrzykowie i rabusie. Ponoć byli podpalaczami i złodziejami w okolicznych kościołach. Jak informuje annalista Borgeni, w kolejny piątek [25.03.1440], wtedy już Wielki, doszło do kolejnego nieszczęścia. Spaliło się doszczętnie parę kramów na rynku – jatki, ławy obuwnicza i chlebowa.

1599, 17.03. znaleziono w podgłogowskich lasach (J. Blaschke pisze nawet – w puszczy głogowskiej – Glog.Heide) zamordowanego młodego człowieka. Miał otrzymać 10 pchnięć ostrym narzędziem. Sprawca pozostał niewykryty, więc i nieznany. W tym samym dniu zamordowano na polu pod Wierzchowicami (w okolicach Kłobuczyna, po drugiej stronie Odry) dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę. W tym przypadku jednak sprawcę natychmiast zidentyfikowano i ujęto. W czasie przesłuchania (a było na pewno brutalne), przyznał się do  popełnienia 12 zabójstw. Po kilku dniach zapadł wyrok i mordercę skazano na śmierć. Kara była okrutna – najpierw czterokrotnie rozrywano ciało rozpalonymi do czerwoności obcęgami. Potem był „bardzo wolno kołem toczony”.

Według źródeł polskich łamanie kołem stosowano wobec sprawców wyjątkowo okrutnych przestępstw. Było kilka wariantów tej kary. Np. kat zrzucał na karanego koło od wozu z wysokości. Inaczej było kiedy skazańca przywiązywano do koła a kat drągiem łamał mu ręce i nogi. Te wplatał w koło, którym toczył.

bezNazwy2

Łamanie kołem. (Sztych z XVII wieku za J. Kus, Księgi złoczyńców. O przestępcach i wymiarze sprawiedliwości w dawnym Lublinie, Lublin 2002.)

1759, 18.03.,  wraca do Głogowa kilkutysięczny korpus pruskiego generała, fryderykowego zagończyka, Maurycego von Wobersnowa. Kilka tygodni temu wyruszył w rajd po Wielkopolsce, by zniszczyć budowane przez Rosjan magazyny zbożowe i ukarać włodarza pobliskiej Rydzyny, księcia Józefa Aleksandra Sułkowskiego.

Tego ostatniego, porwanego niedawno z rydzyńskiego pałacu już osadzono w głogowskiej twierdzy. Dziś wraca Wobersnow. Jego korpus nie poniósł strat w ludziach w bojach ale prawie 500 ludzi zdezerterowało. W tym czasie generał był już jednym z najbliższych adiutantów króla, oficerem do specjalnych poruczeń. I takim zadaniem była rydzyńsko-poznańska awantura. Generał Wobersnow zginie cztery miesiące później, w lipcu, w krwawej bitwie pod Kijami (Kay) k/ Sulechowa. Ten pruski zagończyk zginął jak żył – na koniu i z szablą w ręce na czele jednego ze szwadronów osłaniając odwrót pokonanych pruskich oddziałów. Został pochowany w Zielonej Górze. A w następnym stuleciu jego nazwisko trafiło na wielki pomnik Fryderyka II.

5 - 1759 pomnik FII z Wobersnowem

Generał Wobersnow zanim trafił do Berlina, wiele lat spędził w głogowskim pułku piechoty nr 37. W XIX wieku kiedy wznoszono pomnik króla Fryderyka II wśród wymienionych na cokole najbliższych współpracowników znalazło się nazwisko naszego bohatera.

1810, marzec, w ramach przygotowywania twierdzy do ewentualnego oblężenia, oczyszczano przedpole i niwelowano wzniesienia. Stojąca na tzw. Szubienicznym Wzgórzu szubienica została rozebrana na polecenie francuskich inżynierów, fortyfikatorów  Festung Glogau. Charakterystyczna kamienna budowla stała w tym miejscu prawie trzysta lat.  Postawiono ją na początku XVI wieku a dziejopis zapisał nawet w annałach datę 12 marca 1522 roku jako dzień wielkiej miejskiej uroczystości i zbiorowego wznoszenia miejsca kaźni. Fakt udziału w budowie miał okrywać infamią, w związku z tym uczestniczyli w niej wszyscy budowniczy zrzeszeni w miejskich cechach. A pierwszą cegłę podał burmistrz.

Ostatnie publiczne stracenie odbyło się na Wzgórzu Szubienicznym 23 listopada 1837. Ścięto wtedy toporem mordercę o nazwisku Schnabel. Jego pobyt w więzieniu i wyczyny opisał Fritz Reuter w swoim literackim reportażu z okresu uwiezienia w twierdzy.

Wehikuł poleca przetłumaczony i wydany przez TZG tekst w książeczce – Fritz Reuter, Twierdza Głogów. Listy ze Śląska, Głogów 2014 oraz hasło „Szubienice w Głogowie”, Pawła Łachowskiego w Glogopedii.

6 - 1810 Szubienica marzec 1522

Szubienica  – fragment  Panoramy Wernera z 1733 r.

1945, marzec, historia walki elektronicznej sięga początków zastosowania radia w łączności wojskowej. Odkrywane jest coraz więcej tajemnic związanych z sukcesem polskich radiowców odczytujących bolszewickie depesze w trakcie wojny 1920/21 roku.

Ćwierć wieku później – w  końcu  II wojny światowej wśród oblegających Festung Glogau oddziałów radzieckich znajdowały się też pododdziały 132 dywizjonu walki elektronicznej (132-й радиодивизион) 1Frontu Ukraińskiego. Dywizjon podzielono na dwie części i przydzielono do dowództw jednostek oblegających twierdze wrocławską i głogowską. Od 5 do 20 marca rozmieszczone pod Głogowem specjalistyczne komórki radiowców Armii Czerwonej miały zerwać czyli uniemożliwić dokonanie 358 połączeń (a 735 pod Wrocławiem). Jak zapisał kronikarz oddziału, zanotowano też ponad 2800 prób wejścia w eter, które uniemożliwiono.  Rozpoczynała sie era zagłuszania radiowego, tak niechlubnie aktywna już kilkanaście lat później.

1946, marzec, do miejscowości Brzeg Głogowski, która wtedy nazywała się Brzegi przybył transport ekspatriantów. Znakomita większość przesiedlonych Polaków przyjechała z „sybirskiej części ZSRR”. Jak zapisał kronikarz, dzieci z tego transportu zapisanych do miejscowej szkoły było aż 57.

Ta powstała w końcu września poprzedniego roku i początkowo było w niej 36 uczniów. Już dwa tygodnie później po informacjach przekazanych do okolicznych wiosek (patrz ilustracja)  było ich 179. Wiek dzieci i młodzieży – od 7 do 21 lat. „Warunki pracy w szkole były bardzo ciężkie. Brak podręczników, zeszytów, pomocy naukowych, sprzętu szkolnego… Dzieci były przeważnie opóźnione na skutek działań wojennych i okupacji”. W momencie zapisania dzieci z powyższego transportu w szkole znalazło się już 236 uczniów. Opiekowało się nimi w tym okresie tylko troje nauczycieli.

Dla przypomnienia – szkoła podstawowa w Głogowie powstała dopiero jesienią 1947 r. – patrz niżej.

bezNazwy3

Plan zasięgu obwodu szkolnego dla szkoły w Brzegu Głogowskim z Kroniki szkolnej.

1947, 20.03., Leon Drabent, przewodniczący komisji oświaty Miejskiej Rady Narodowej, zdał na piśmie relację o zbadaniu warunków przeniesienia szkoły podstawowej z Brzostowa do miasta. Głogów pozostawał już jedynym miastem powiatowym w Polsce, które nie miało swojej szkoły.

Wariant pierwszy mówił o przeniesieniu szkoły do pozostałości koszar wojskowych (tzw. koszar Hindenburga). Tu potrzebne były wielkie nakłady sił i środków. Przeniesienie do budynku gimnazjalnego wymagałoby „wyremontowania przynajmniej parteru i dachu” co wymagałoby również i środków i pieniędzy.

Jako trzecią możliwość, najbardziej realną dla szybkiego utworzenia szkoły wymyślono przeniesienie „do budynku szkolnego (Pestalozzi) zajmowanego przez starostwo powiatowe, do skrzydła zachodniego po odizolowaniu go od reszty gmachu ścianami”. I takiej treści wniosek złożył przewodniczący Drabent następnego dnia.

bezNazwy4

Fragment pisma przewodniczącego Komisji Oświaty do Miejskiej Rady Narodowej w Głogowie.

1958, 19.03., tak wyglądał tego dnia w całej okazałości budynek Sądu Powiatowego. A przed nim na planie Warszawa M 20, pierwszy samochód osobowy produkowany seryjnie. W początkowym okresie produkcji samochód montowany był z części radzieckich, dopiero 19 września 1953 roku zmontowano silnik M-20 w całości z części polskich. A budynek Sądu zniszczony w 1945 roku z mozołem podnosił z ruin od 1951 roku jego wieloletni Prezes Tadeusz Maciejewski (1920–1986). Remont Budynku Sądu i on sam niesie wiele opowieści zagadek i tajemnic. Wehikuł będzie do tego wracał.

9 - 1958.03.19

Zdjęcie pochodzi z rodzinnych zbiorów Jacka Maciejewskiego.

1974, 4.03., oddano do  użytku Hotel Kasztelański. Rozwiązany został problem miejsc noclegowych dla zamiejscowych gości. I nie tyle chodziło o obsługę ruchu turystycznego, który dopiero raczkował a o noclegi dla przyjeżdżających do okolicznych  zakładów przemysłowych petentów.

Hotel w momencie otwarcia był największym obiektem w województwie zielonogórskim. A mógł być jeszcze większy. Projekt opracowany w 1968 roku przez poznańskie Biuro Projektów Budownictwa Komunalnego zakładał, że budynek będzie miał 9 pięter. Koncepcja nie otrzymała jednak akceptacji władz. Pamiętliwi głogowianie doszukują sie w tym zawiści nieodległego miasta wojewódzkiego. Więc władze polityczne czy administracyjne, nakazały budowę obiektu 4 piętrowego. Na skutek wielu interwencji dodano jeszcze jedną kondygnację i hotel zyskał aktualną bryłę.

Mogło tu zanocować około 230 gości w pokojach 1 i 2 osobowych. W restauracji „Salome” (wejście od Al. Wolności, dziś Bank) obsłużyć jednorazowo można było też tylu głodnych klientów. Placówka dość szybko zasłynęła z atrakcyjnych dancingów czyli sobotnich zabaw tanecznych. Z drugiej strony obiektu znajdowała się kawiarnia, też o nazwie „Salome”, w której było 90 miejsc. Jak informował przewodnik „Głogów i okolice” w 1980 r., obydwa lokale gastronomiczne miały odpowiednio – I i II kategorię, czyli prezentować miały wysoki poziom obsługi i kuchni.

 Niedługo po oddaniu do eksploatacji okazało się, że jest wiele usterek utrudniających życie i klientom i obsłudze. Najbardziej widocznym bublem okazały się emaliowane płytki elewacyjne, które zaczęły odpadać i stwarzać zagrożenie dla  przechodzących. Doświadczył tego i Wehikuł bowiem wzdłuż budynku biegła najkrótsza droga do znajdującego sie nieopodal „Mechanika” przy placu Jana z Głogowa.

kasz

Hotel Kasztelański w nocy. Widać białe plamy pod parapetami po odpadniętych płytkach.

1982, marzec, wznowiono, przerwane po wprowadzeniu stanu wojennego, prace przy budowie kościoła na Osiedlu Kopernik. Na teren budowy zaczęto  dostarczać z Cierpic koło Torunia elementy konstrukcji dachu. Dźwigary z klejonego drewna widoczne są i w XXI wieku w nawie głównej.

bezNazwy6

Kościół Najświętszej Marii Panny Królowej Polski na Koperniku z nietypowej strony – od „wewnątrz” osiedla, przez niedawno oddaną fontanną sekwencyjną, ulubioną zabawką osiedlowej dzieciarni.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.