Wehikuł czasu – maj 2016 (rok 8/87)

Został ogłoszony Plebiscyt kolejnej – już IV Głogowskiej Nagrody Historycznej „Złoty Bilet Wehikułu czasu”, którą objął swoim patronatem prezydent Rafael Rokaszewicz, Gala Wehikułu z wręczeniem Nagrody odbędzie się 31 maja (we wtorek) i wtedy poznamy laureata. Wehikuł zaprasza do głosowania – wszystkie informacje obok na stronie TZG.

A w kwietniu zwracało uwagę kilka wydarzeń i przedsięwzięć. (Również z udziałem Wehikułu).

W roku 70-lecia popularnego Mechanika odszedł na wieczną lekcję rysunku technicznego prof. Henryk Łebek – legenda szkoły, Nauczyciel 60-lecia wybrany nim na Zjeździe Absolwentów w 2006 roku.

Odbył sie Sejmik Towarzystwa Ziemi Głogowskiej, w trakcie którego m.in. wybrano nowego Prezesa. Został nim Zbigniew Mazurek, współpracujący również z Wehikułem. W trakcie uroczystości z udziałem Prezesa Rady Krajowej Ruchu Towarzystw Regionalnych dr. Tadeusza Samborskiego uhonorowano działaczy TZG. Wehikuł wyróżnił również swoich przyjaciół wręczając im „Złote Bilety”.

Na terenie poligonu górkowskiego, nad Odrą, w Szpitalu i w innych miejscach nagrywany był odcinek popularnego progarmu „Poszukiwacze Historii” z Polsat Play. Gościli więc wśród miejscowych pasjonatów i regionalistów z GROT, TZG czy SMGF prowadzący ten program Radek Biczak oraz Olaf Popkiewicz

Atrakcje miesiąca zaczęły i zakończyły fajerwerki – nocna inscenizacja oblężenia Festung Glogau i otwarcie Mariny spięły miesiąc wybuchową klamrą.

1-5-16

Kwietniową nocą Fosa Miejska stała się miejscem spotkania żołnierzy dwóch armii. Rekonstrukcję epizodu z oblężenia Festung Glogau 1945 oglądały tłumy. (Fot. Marta Wróblewska)

  Z lektur Wehikułu  

 Jarosław  Helwig, Twierdza Głogów, czasy wojen napoleońskich 1806-1814, Oświęcim 2011.

210 lat temu oddziały Wielkiej Armii, choć głównie niemieckojęzyczne, weszły na Śląsk. Naprzeciw sobie miały przestarzałe twierdze i zdemoralizowanego żołnierza. Skompromitował się dowódca obrony Kostrzyna. W Festung Glogau  sześćdziesięcioczteroletni generał von Reinhardt, mianowany tuż przed oblężeniem twierdzy jej komendantem, też myślami był na emeryturze. Bronić się chcieli tylko pełni animuszu młodzi oficerowie. Jeden z nich, major von Puttlitz później zostanie generałem i głogowskim, juz powojennym dowódcą twierdzy.

Okres napoleoński w przeszłości Festung Glogau jest najlepiej chyba opisany przez świadków wydarzeń. I to różnych narodowości. Uwagę tematowi poświęcili też badacze polscy, francuscy i niemieccy.

Najnowszą pozycją jest polecana książka Jarosława Helwiga z 2011 roku.

Duży format, bo 30X21 cm, wysokiej jakości papier i twarda oprawa pozwalają czytelnikowi na wygodę w pasjonującej lekturze. Autor w przejrzysty sposób opowiedział o ówczesnych wydarzeniach. Na blisko 180 stronach wykorzystał wszystkie dostępne świadectwa z epoki i opracowania historyków. Znalazło się tu także 156 ilustracji. Podstawowa kanwą oprawy są grafiki znanego niemieckiego znawcy broni i barwy, urodzonego w Głogowie, Ryszarda Knoetla. Znajdują się w miejscowym Muzeum i mimo, że opublikowano je już w okresie międzywojennym, dobrze, że ukazały sie w książce. Całość uzupełnia kilkanaście szkiców i map. Książka została wydana wspólnie ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Muzeum i Historii Miasta Głogowa

2-5-16

Okładka

1331, 28.05., datowany jest przywilej Henryka IV Wiernego dla aptekarza Piotra. Otrzymał według tego zapisu działkę, na której znajdować sie miał tzw. stary zamek na Ostrowie Tumskim przy Kolegiacie. Przywilej mówił też o prawie do ogrodów, brzegu Odry i do uprawiania rybołówstwa.

Była to szybka decyzja – tuż po śmierci ojca darczyńcyksięcia głogowskiego Przemka, Głogów pozostać miał jako oprawa wdowia księżnej matki. I w tym gorącym okresie (na księstwo ostrzy sobie również zęby Jan Luksemburski) popełniono błąd, albo do walki o schedę włączył sie kościół po sąsiedzku. W każdym razie, dwa lata (1.09.1333) później darowiznę unieważniono bo ponoć jego matka Matylda Brunszwicka, wraz z synami (w tym Henrykiem IV !!!) podarowali inkryminowany obiekt Kolegiacie.

1420, 7.05., występująca jeszcze wówczas w mieście zabudowa drewniana powszechnie stanowiła łatwy żer dla ognia. Nieostrożność w obchodzeniu się z ogniem, chwila nieuwagi, powodowała, że szły z dymem żywiołu całe rzędy, kwartały domów. Tego dnia spłonęła duża część miasta na lewym brzegu, w tym fara.
Po tej katastrofie książę głogowski wydał rozporządzenie, które nakazywało budowę dwukondygnacyjnych domów murowanych. Wprowadzono straż nocną i nakazy utrzymywania otwartego ognia pod kontrolą. Pogorzelcom przyznano ulgi budowlane i wyrażona została zgoda na wyrąb lasu książęcego

Ale kolejny duży pożar nastąpił już kilkanaście lat później.

1505.26.05., książę Zygmunt Jagiellończyk, uczestniczył w sejmach wrocławskich na rzecz uregulowania systemu monetarnego na Ślasku. Kiedy w ubiegłym miesiącu (19 kwietnia) Sejm ustalił jednolitą monetę o wartości 12 halerzy na grosz, książę wystąpił do króla i brata, Władysława Jagiellończyka, o zgodę na ponowne otwarcie głogowskiej mennicy. Prosił też o przywilej bicia monety. Dziś ten przywilej królewski otrzymał. Niebawem Fryderyk Boner i Genueńczyk Eustachy de Parentibus rozpoczną produkcję głogowskich groszy.

3-5-16

Sigismundus Dux Glogoviae – Zygmunt książę Głogowski – napis na nie datowanym jeszcze awersie grosza głogowskiego. Niebawem pojawi się na kolejnej monecie   rok 1506.  (Foto z archiwum www.wcn.pl)

1625, 5.05., na zaproszenie starosty, hrabiego Jerzego Oppersdorfa przybyli do Głogowa po raz kolejny jezuici. (Tu uwaga z lektury podstawowych monografii miasta – datę tę podaje Matwijowski/s.150; natomiast Blaschke przekazał, że fakt ten miał miejsce 15.05.1625/s. 302)
Zamieszkali na zamku, kazania wygłaszali w kościele Dominikanów. W latach następnych założyli szkołę. W trakcie ruchów wojsk i działań wojennych podczas wojny trzydziestoletniej jezuici opuszczali miasto. Szwedzi generała Torstenssona w 1642 r. zdobywając miasto zagrabili co mogli i spalili resztę ich majątku.
Po raz pierwszy zakonnicy Towarzystwa Jezusowego pojawili się w mieście w 1582 roku jako spowiednicy w klasztorach. W następnym roku kaznodzieją był jezuita Karbler. Stanowili poważny instrument władzy habsburskiej w trakcie działań kontrreformacyjnych.

1632, 16.05., przybywa z Żagania bratanek księcia Frydlandu Albrechta Wallensteina – hrabia Maksymilian Waldstein. Ma, na polecenie stryja, który otrzymał od cesarza śląskie włości, przejąć ziemię głogowską. W trakcie kilkudniowego pobytu odbył wiele spotkań i przekazał stanom cesarskie i książęce decyzje. Uchylił dotychczasowe obowiązki stanów kraju w stosunku do cesarza. A dziesięć dni później przyjął hołd mieszczan, który złożyli na jego ręce Wallensteinowi. Związki miasta z nowym, śląskim księciem trwały krótko bowiem ten niespełna dwa lata później został zamordowany w Chebie, a Głogów i księstwo wróciły w cesarskie ręce.

  1945, 1.05., w pamięci pacjenta szpitala wojennego (Szpital Powiatowy przy ul. Kościuszki) ten dzień utkwił przez żołądek. Jak wspomina Joachim-Hans Jaeschke w swojej książce „...w dniu „Święta Pracy”, było lepsze jedzenie, a nawet budyń”.

Autor przebywał w twierdzy od początku oblężenia. W końcu marca został ciężko ranny. Ok. 7 kwietnia został na noszach wyniesiony z polowego lazaretu w podziemiach Starego Miasta i umieszczony w sanitarce. Po jeździe w nieznane, jak pisze „... pojazdy sanitarne zatrzymały się przed wielkim lazaretem wojennym przy Konradstrasse, o który na początku oblężenia tak zaciekle walczono. Zniszczenia od razu rzucały się w oczy. Mimo że był już początek kwietnia, polegli podczas szturmu w połowie lutego żołnierze niemieccy leżeli, dotąd niepogrzebani, przed głównym budynkiem. Bardzo przykry widok …W korytarzach lazaretu hulał wiatr, ponieważ wszędzie brakowało szyb w oknach, a gdzieniegdzie także drzwi … Kilka dni później – było to 8 maja 1945 roku – nagle Rosjanie zaczęli strzelać w powietrze z wszystkiego co mieli i wykrzykiwać: „Hitler kapuuut, Krieg kapuuut!”. Po obficie oblewanym kilkudniowym świętowaniu, wrócili wreszcie do normalnych zajęć w lazarecie”.

Jeszcze raz Wehikuł poleca książkę – Hans-Joachim Jäschke. Szesnastolatek na wojnie. Wspomnienia z lat 1944-1945, Głogów 2015.

4-5-16

Budynek główny szpitala wojskowego ok. roku 1943.

  1947, maj, Franciszek Józef Marczek, przed wojną pracownik Przedsiębiorstwa Państwowego „Polska Poczta, Telegraf, Telefon”, naczelnik UPT koło Buczacza od kilkunastu miesięcy zanim stał się zaraz po wojnie „ojcem głogowskiej poczty i telekomunikacji”, otwierał placówki na terenie powiatu Mińsk Mazowiecki. Tam m.in. znalazł miejsce na pocztę w Jeruzalu, który stał się słynny na początku XXI wieku jako Wilkowyje z serialu „Ranczo”.

Co miesiąc kolejno urządzał i otwierał urząd – Po uruchomieniu Obwodowego Urzędu Pocztowo-Telekomunikacyjnego w Głogowie musiałem pomyśleć o uruchomieniu placówek pocztowych w powiecie … trzeba było w każdej miejscowości wyszukać budynek odpowiednio zabezpieczony, znaleźć spośród miejscowej ludności kandydata na kierownika placówki i udzielić mu odpowiedniej instrukcji” – pisał we wspomnieniach.

W bieżącym miesiącu rozpoczyna działalność poczta na skraju powiatu, na prawym brzegu Odry, w Bielawach. Podróżował tu długo – jak wspominał „do Bytomia Odrzańskiego dojechałem pociągiem po przeprawieniu się przez Odrę na drugi brzeg trzeba było iść pieszo bo żadnego innego środka lokomocji nie było”.

5-5-16

Listonosz z Białołęki Michał Szczepanowski przeprawiający się przez Odrę w drodze do pracy. Widoczny rower – listonosza wiejskiego środek transportu (ze zbiorów rodzinnych D. Szczepanowskiego).

1963, 10.05., dziś w podgłogowskim Wilkowie wybuchł konflikt między miejscową społecznością a powiatową władzą.

Gwoli wprowadzenia – od kilku miesięcy trwa peregrynacja kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Na Dolny Śląsk (parafie głogowskie należą jeszcze do diecezji wrocławskiej) obraz trafił 10 lutego 1963 r. w Żaganiu. Zgodnie z założonym planem, kopia obrazu w trakcie prawie dwuletniej wędrówki miała odwiedzić 525 kościołów parafialnych, 82 kościoły filialne i 14 kościołów zakonnych. Co się stało. Na czas uroczystości każda parafia otrzymała wykaz działań do wykonania. Wiele czynności wynikało też z lokalnej zaradności, możliwości i inicjatywy parafian. O jednej z takich inicjatyw, która stała się zarzewiem konfliktu z antyklerykalną władzą, poniżej. Wehikuł otrzymał bowiem wspomnienia Eleonory Szczepanowskiej i jej szwagra Jakuba Szczepanowskiego oraz fragment „KRONIKI PARAFII” w Wilkowie Głog, pisanej przez o. Łukasza Kocika, głogowskiego zakonnika, administratora parafii.

W tym miejscu kieruję serdeczne podziękowania, dla Pana Janusza Szczepanowskiego. To dzięki Niemu są te materiały.

Dziś pierwszy fragment wspomnień dotyczący majowego starcia z władzą.

6-5-16

Kościół w Wilkowie ok. 1940 r. (ze zbiorów Janusza Szczepanowskiego)

 

Eleonora Szczepanowska. Historia „obrony plebani” w Wilkowie (1)

„…Zbliżał się czas Nawiedzenia Kopii Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, wędrującego po całej Polsce. Wprawdzie mieliśmy dużo czasu, bo przypadało to na 9 września, ale mieliśmy dużo pracy w kościele i na plebanii. Zatem w Imię Boże!

Zaczęliśmy od plebanii, ponieważ miało przyjechać dużo duchowieństwa i innych gości, których tam zamierzaliśmy przyjmować. W budynku plebanii mieszkała na parterze rodzina ludzi świeckich oraz często, gdy zachodziła potrzeba, nocował sprawujący funkcję proboszcza redemptorysta z Głogowa, o. Łukasz Kocik. Ponieważ nie zawsze miał jak dojechać, parafianie w czynie społecznym postanowili przygotować księdzu mieszkanie na piętrze.

W dniu 10 maja, gdy w dwóch pokojach pomalowane już były ściany, okna i nie wyschnięta jeszcze od farby podłoga, na podwórze wjechał ciężarowy samochód i przywiózł meble-graty i starszego człowieka. Momentu wjazdu nikt nie widział a samochód po rozładunku – odjechał. Wszystkie rzeczy zaniesiono do mieszkania księdza na mokrą podłogę. Wieś się dowiedziała natychmiast i na plebanię poszły prawie wszystkie kobiety. Rzeczy nowego „mieszkańca” łącznie z siennikami, z których słoma zaśmieciła pokój, klatkę schodową, korytarz i podwórze, były pilnowane przez właściciela. Na nasze pytanie co on tu robi odpowiedział, że tu go przywiozła partia. Po poinformowaniu go, że jest to budynek nasz, parafialny i do niego partia nie ma prawa, a ponieważ on nie zamierza z tego mieszkania zrezygnować, kobiety weszły na górę i ściągnęły wszystko z powrotem po schodach na podwórze. Dziadek się obruszył i poszedł dzwonić do władz. Żadna z nas nie opuściła „placówki” i nie poszła do domu.

Wieczorem na Wilków był najazd władz powiatowych pod „dowództwem” przewodniczącego Powiatowej Rady Narodowej w Głogowie, w towarzystwie powiatowego komendanta MO, jeszcze kilku cywilów. Przybyło też dużo umundurowanej milicji. Na ulicy od bramy plebanii do krzyżówki (ulica przez wieś ok. 1,2 km), ściśle stały samochody MO z trzech powiatów; Głogowa, Wschowy i Szprotawy, kilka karetek pogotowia ratunkowego i kilkanaście samochodów straży pożarnej. Zaczęła się ostra wymiana zdań i próba rozpędzenia ludzi do domów. Bezskutecznie. Twardo staliśmy przy swoim. Władze próbowały wejść nam na ambicję mówiąc, że człowiek, którego tu przywieźli jest bardzo zasłużonym żołnierzem frontowym. Zapytaliśmy więc, czy partia się nie wstydzi za taką opiekę nad zasłużonymi ludźmi. Kazali nam rozejść się – bez skutku. Robili zdjęcia przy fleszach, głupio dogadywali i straszyli, że zdjęcia umieszczą w gazetach. Odpowiedzieliśmy, że w końcu wszyscy zobaczą, jakie są ładne kobiety w Wilkowie.

Na wszelki wypadek wszystkim mężczyznom kazaliśmy pójść do domów, bojąc się o konsekwencje później w ich miejscach pracy.

Milicji zaczęło przychodzić coraz więcej, byłyśmy bardzo zdenerwowane, ale starałyśmy się nie pokazywać tego po sobie. Pozapisywali nasze nazwiska i kazali następnego dnia zgłosić się w komendzie MO. Odpowiedź na te niedorzeczności była taka: zostawiliśmy na Wschodzie większe bogactwa kościelne i parafialne, obiecali i dali nam tu, więc to jest nasze! Wiary się nie wyrzekniemy, a swojego będziemy bronić do ostatka.  Około 10 – 12 kobiet było na MO, pogadali, postraszyli i wypuścili.

7-5-16

Plebania i kościół w Wilkowie XXI w. (fot. G. Jasik, ze zbiorów D. Szczepanowskiego)

Przez całą noc było to zamieszanie, ale nad ranem „władze” wyjechały. /…/ Nazajutrz rano władze znów dojechały do obstawy i zaczęło się to samo. Bardzo niegrzecznie rozmawiali i postępowali z naszym proboszczem.
Szczęściem w nieszczęściu było spotkanie człowieka w mundurze MO, który widząc naszą rozpacz i łzy, starał się nas uspokoić, a odwołując jedną z nas na stronę, podsunął myśl dalszego postępowania.
To nam dało jeszcze więcej otuchy i chęci działania. Trzeba działać aż do skutku. Władze kazały przyjechać do PPRN w Głogowie. Nie załatwiali konkretnie nic, ale zawsze starali się wytłumaczyć – swoje. Jeździłyśmy tam 8 razy. /…/
 W końcu odesłali nas do WRN w Zielonej Górze do Pełnomocnika do Spraw Wyznań. Znał tę sprawę dobrze, bo był w Wilkowie 2 razy z władzami powiatowymi. Nic nam nie pomógł, bo obstawał za nimi. Byliśmy tam 2 razy – bez rezultatu. W międzyczasie dziadka z gratami wywieźli po kryjomu, a wszystkie drzwi mieszkania księdza zaplombowali.
Pojechałyśmy w 3 osobowej delegacji do Warszawy; Pojechałyśmy na ul. Miodową, ale szczęście nam nie sprzyjało: kardynał Stefan Wyszyński z sekretarzem Episkopatu byli akurat w Watykanie. Pojechaliśmy do MSW w Aleje Niepodległości do Pełnomocnika do Spraw Wyznań. W gabinecie spotkaliśmy bardzo przychylnego nam człowieka, rozmawiał z nami nie podnosząc głosu. Wszystko co opowiadałyśmy notował. Po dłuższej wymianie zdań obiecał tę sprawę załatwić i powiadomić telegraficznie mnie. W międzyczasie, wziął od nas dowody osobiste i z drugiego pokoju rozmawiał z Zieloną Górą.
Wróciłyśmy, czas mijał, wiadomości żadnej z Warszawy nie było. Postanowiłam pojechać do Warszawy sama do Pełnomocnika, u którego byłyśmy. Poinformował mnie, że władze powiatowe postąpiły bezprawnie, bo przy PRN nie ma komórki do spraw wyznań. Mam więc wrócić do Wilkowa i sama rozplombować wszystkie drzwi plebanii.
Z wielką ulgą wróciłam do domu, a jeszcze większą satysfakcją rozplombowałam drzwi. /…/

Na najbliższym zebraniu partyjnym w Głogowie przyznali, że tylu ich było, a jedna baba wiejska wstała pierwsza i załatwiła ich w kilku słowach.” Cdn.

8-5-16

(fot. G. Jasik, ze zbiorów D. Szczepanowskiego)

1966, 12.05., Miejska Rada Narodowa na posiedzeniu poświęconym 1000 leciu Państwa Polskiego (nie używano wtedy określenia „chrztu Polski”) przyjęła uchwały o:
– nadaniu Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej imienia „Galla Anonima”
– nazwaniu placu przed dworcem kolejowym „Placem Tysiąclecia Państwa Polskiego”
– nazwaniu nowobudowanej Szkoły Podstawowej nr 6 imieniem Tadeusza Kościuszki.

9-5-16

Plac Tysiąclecia Państwa Polskiego w końcu lat sześćdziesiątych. (z arch. E. Bogusz)

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii wehikuł. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.