Wehikuł czasu Maj 2021 (rok 13/147)

Pisaliśmy rok temu – Niestety, nie odbędą się III Imieniny ulicy 10 Maja tak jak nie odbędzie się wiele innych imprez masowych. Powtarzamy niestety i w 2021 roku – nie odbędą się IV imieniny naszej ulicy. Smutna informacja niedawno dotarła ze Szczecina, gdzie zmarła, przebywająca u córki, Stanisława Karbowińska, która w Głogowie mieszkała od 1945 roku. Pochowana została na cmentarzu przy ul. Legnickiej.

Organizatorzy Imienin ulicy 10 Maja, zaprzyjaźnieni ze sobą sąsiedzi wyszli 10 maja 2020 roku na chwilę przed domy, zrobili zdjęcia. Wśród nich najstarsza mieszkanka, p. Stanisława Karbowińska (z d. Łukaszyk) i jej córka Mirella, urodzona tu 10 maja. (fot. Xeniya Brik).

Covid 19 zabiera dalej swoje ofiary. TZG poniosło niepowetowaną stratę. Zmarł jeden z najstarszych członków Towarzystwa, ks. Aleksander Walkowiak. Godzi się przypomnieć, że 18 maja 2019 roku w kościele pw. Jadwigi Śląskiej w Kłobuczynie, gdzie ksiądz Aleksander Walkowiak 50 lat temu rozpoczynał swoją kapłańską posługę. Z tej okazji odbył się koncert muzyki organowej i kameralnej organizowany cyklicznie przez TZG.

Delegacja TZG składa zyczenia ks. A. Walkowiakowi po opisywanej wyżej uroczystej mszy a przed koncertem. (https://www.tzglogow.pl/2019/05/ i za Nasze Miasto).

4 maja, w dniu św. Floriana swoje święto obchodzą strażacy i hutnicy. Na Ziemi Głogowskiej ochrona przeciwpożarowa funkcjonuje od zakończenia wojny. Rozpoczęto od poszukiwania pozostałości po poprzednikach, którzy działali zawodowo już od połowy poprzedniego stulecia. Przyjeżdżali przedwojenni strażacy ochotnicy i profesjonaliści.

Hutnicy pojawili się w Głogowie natomiast pół wieku temu. W ogniu wytapiają złoto w wielu kolorach. Ciężką i niebezpieczną pracą tworzą produkt finalny wspólnego wysiłku pracowników KGHM.

Druhom – strażakom życzymy jak najmniej pożarów i bezpiecznych powrotów z akcji. Hutnikom bezpiecznej pracy.

60 lat temu powstał Kombinat Górniczo-Hutniczy Miedzi. 1 maja 1961 roku utworzono przedsiębiorstwo państwowe Kombinat Górniczo-Hutniczy Miedzi w Lubinie; 12 września 1991 roku, przekształcony w spółkę Skarbu Państwa, którą później wprowadzono na giełdę. Dziś to potężna firma, o ogromnym wpływie na polską i światową gospodarkę. Miedziowy gigant pisze o sobie, że ma wizję bezpiecznej przyszłości, dba o jakość produkcji i środowisko naturalne.

Huta Miedzi „Głogów” to jeden z zakładów Kombinatu. Rozpoczął produkcję dekadę później więc w tym roku obchodzi jubileusz półwiecza. (fot. z 2016 roku, Zbigniew Lipowski)

Wehikuł czasu dziękuje sporej gromadce przyjaciół i sympatyków, którzy pomogli przy składania tego wydania: Marii Kubasik, Jerzemu Akielaszkowi, Antoniemu Bokowi, Marcinowi Kuchnickiemu, Zbigniewowi Lipowskiemu, Wojciechowi M. Kłaniamy się również Głogowskiej Edukacji Kresowej za podarowanie egzemplarza opisywanej niżej książki.

Z lektur Wehikułu 

Kiedy mecze piłkarskie, (ale inne zawody też) odbywają się bez udziału publiczności, najbogatsi w kopanym biznesie proponują nowe rozwiązania mające z jednej strony zasypać budżetowe dziury, z drugiej przynosić większe pieniądze, ukazuje się książka o człowieku, który porwał pełne kibiców stadiony, a pieniędzy wielkich na piłce nie zarobił. Pojawiła się biografia wielkiego trenera i fascynująca opowieść o złotej erze polskiej piłki.

Mirosław Wlekły, Górski. Wygramy my albo oni. Pierwsza pełna biografia Kazimierza Górskiego. Kraków 2021.

Minęła niedawno (2 marca), 100 rocznica urodzin Kazimierza Górskiego. Prezentowana również w Głogowie książka autora bestsellera biografii Tony’ego Halika, „Tu byłem”, wpisuje się więc w niezauważane powszechnie obchody tej rocznicy. Przypomina wielką postać polskiego sportu, zwanego wielokrotnie „trenerem tysiąclecia”.

Kto nie zna bon motów Pana Kazimierza jak np. – piłka jest okrągła a bramki są dwie; Czasami się wygrywa, czasami się przegrywa, a czasami remisuje; Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe; Im dłużej my przy piłce, tym krócej oni; Tak się gra, jak przeciwnik pozwala.

Teksty te weszły już na stałe do języka potocznego i czasami nie pamięta się jego autora.

Zaczynał we Lwowie a tam jak mówił – „… piłka miała bogate tradycje i swoją wielkość – Pogoń, każdy z nas marzył, by w niej zagrać”. Przyszła Legia w Warszawie i mecze do 1953 roku, w których strzelił dla wojskowych w lidze i pucharze Polski trzydzieści dziewięć goli. Potem trener, wielki „profesor” Wacław Kuchar proponuje mu asystenturę. Rozpoczyna podróż ciernistą drogą trenerską. Marymont, znowu Legia, konsultacje w Stali Kraśnik, WKS Lublinianka, gdzie zarabiał 3 razy więcej niż w Legii. Wrócił do Warszawy, kiedy stracił serce do zawodników „którym nie chciało się chcieć”. W stolicy przyjęła go Gwardia (kibicem był Lech Kaczyński, s. 195), przyszła praca z kadrą juniorów. Namawiali go do pracy działacze lubelskiego Motoru. Po dwudziestu niespełna latach trafia na trenerskie szczyty. Od 1 stycznia 1971 roku, w bardzo gorącym dla Polski okresie, rozpoczyna pracę jako selekcjoner. Jeszcze nikt się nie spodziewa, że nadchodzą złote lata polskiej piłki nożnej.

Na ponad 600 stronach, w 139 opowieściach wyświetlają się czytelnikowi barwne obrazy aktywnego żywota bohatera książki. W rozdziałach Trener-Selekcjoner-Prezes czytamy o jego zawodowych zajęciach, sukcesach i porażkach. W rozdziałach „geograficznych” – Warszawa i Grecja – o miejscach zaraz po Lwowie.  

I jeszcze Wehikułu czasu akcent osobisty. Latem roku 1995, jeszcze nieupalnym porankiem w Alejach Ujazdowskich w Warszawie w drodze do starej siedziby PZPN spotkaliśmy idącego żwawo Pana Kazimierza. Chłopcy go rozpoznali od razu. Chwilę porozmawiał, zapytał czy kopie piłkę. Stanął z nimi do zdjęcia.

W dedykacji dla Wehikułu czasu Autor przytoczył kolejny bon mot – „Piłka nożna to prosta gra – nie trzeba do niej filozofii”.

Wydawca napisał o książce tak:

Pierwsza biografia trenera Kazimierza Górskiego.

Początek lat 70., w polskiej piłce od II wojny światowej brakuje znaczących sukcesów. Kadrę obejmuje nowy trener. Niedługo cały piłkarski świat będzie patrzył na niego z niedowierzaniem. Trener Górski prowadzi reprezentację Polski do zwycięstw, które do dziś nie zostały powtórzone.

„Im dłużej my przy piłce, tym krócej oni” czy „piłka jest okrągła, a bramki są dwie” to tylko niektóre powiedzenia, z których słynął. Choć wśród specjalistów od piłki wzbudzały uśmiech, kryło się w nich wielkie zrozumienie futbolu. –Nazywano go Sokratesem piłkarskiego świata. Jakie były tajemnice jego sukcesu? Dlaczego pomimo – jak sądzą niektórzy – nonszalanckiego stosunku do panujących reguł sięgał po najwyższe trofea? Co sądzą o nim byli piłkarze? Jak wyglądała jego droga z przedwojennego Lwowa na największe stadiony świata?Mirosław Wlekły, z detektywistycznym zacięciem podąża śladem trenera tysiąclecia. Dzięki setkom rozmów z ludźmi, którzy byli blisko Kazimierza Górskiego, tworzy pełny obraz swojego bohatera. Ta książka to nie tylko biografia wielkiego trenera, ale też fascynująca opowieść o złotej erze polskiej piłki.

Okładka książki i dedykacja Autora dla Wehikułu – z życzeniami udanych podróży. Tak jak Autor zaprosił i życzył ciekawej podróży po Lwowie, Warszawie i Atenach Kazimierza Górskiego – tak i my to potwierdzamy – podróż była fantastyczna.

8 maja w dzień świętego Stanisława w średniowieczu, corocznie odbywał się w Głogowie wielki jarmark. Miejscem handlu był Rynek z przystosowanymi do tego celu kramami szewskimi i odzieżowymi, sukiennicami, jatkami, ławami chlebowymi itd. Solą handlowano na placu solnym.

Miasto miało także drugi przywilej organizowania jarmarku w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (15 sierpnia). Od 1472 r. handlowano również 30 listopada, na św. Andrzeja. Obok handlu hurtowego, jarmarcznego organizowane były co tydzień targi lokalne, detaliczne.

1535, 9.05.,  zawarta zostałaugoda Śląska z Polską przez mieszaną komisję w sprawie „wymiaru sprawiedliwości na burzycieli pokoju publicznego”. Potwierdzono jej aktualność i odnowiono trzy lata później w trakcie negocjacji kontraktu ślubnego króla Zygmunta Augusta z córką Ferdynanda I Habsburga, arcyksiężniczką Elżbietą.   

Informacje podajemy za: Władysław Pociecha, Królowa Bona (1494-1557) Czasy i ludzie Odrodzenia, Poznań 1958  – t. IV, s. 213.

1626, 20.05., król Czech i Węgier cesarz rzymski Ferdynand II Habsburg podjął decyzję o przeznaczeniu 54.444 talarów na fundację szkoły  jezuitów w Głogowie. Pieniądze miały pochodzić z kar nałożonych na właściciela majoratu Siedliska i Bytomia Johanna von Schonaicha. Kary te były konsekwencją poparcia przez arystokratę tzw. Króla Zimowego, palatyna reńskiego Fryderyka V, przeciwnika Ferdynanda. Ten ostatni odebrał wykształcenie w szkole jezuitów.

Jak uważa się powszechnie, jezuicka edukacja ukształtowała osobowość i charakter przyszłego cesarza. Ferdynand był bardzo religijny i uczestniczył we mszy świętej przynajmniej raz dziennie. Kto wie czy to też nie miało bezpośredniego wpływu na decyzję dotyczącą przyszłości edukacji głogowskiej młodzieży. W Głogowie szkołę założyli, przybyli dwa lata wcześniej na zaproszenie starosty Jerzego Oppersdorfa, jezuici. Zainaugurowała ona działalność rok później. Uczyło w niej początkowo 2 duchownych i 2 świeckich nauczycieli. W 1629 roku placówka uzyskała status kolegium. Wsród fundatorów znalazł się Johann von Goosen, audytor wojskowy z pułku dragonów Liechtensteina.

Ruiny katolickiego gimnazjum państwowego działającego w gmachu kolegium po sekularyzacji zakonu jezuitów

1826, 9.05.,  późnym wieczorem w jednym z zajazdów w Głogowie „stanął” w przerwie podróży ze Śląska do Berlina, Wilhelm von Humboldt (1767-1835), niemiecki filozof, językoznawca, polityk.  W liście do swojej przyjaciółki Charlotte Diede, niestety, nie pisze o wrażeniach jakie zrobiła na nim twierdza i miasto. Pisze jednak o pogodzie. Więc mając na uwadze zimny początek maja i późną wiosnę Anno 2021, tekst do Wehikułu w sam raz. Mamy zimną wiosnę spowodowaną jak mówią synoptycy niżem o imieniu Daniel, choć na szczęście bez powodziowych wezbrań wód Odry. Choć pomniejsze rzeki ze źródłami na Pogórzu grożą podtopieniami.

Obawiam się, że zimna i nieprzyjemna pogoda popsuła Pani samopoczucie. Przynajmniej tu na Śląsku była ona bardzo surowa i wcale nieodpowiednia dla pory roku. Z Berlina dochodzą do mnie takie same skargi. Ale od 3-4 dni się zmieniło. A dziś ciepło i słońce towarzyszyły mi w drodze od rana do wieczora. Niebo i ziemia przedstawiały niezwykły kontrast. Powietrze było spokojne, niebo błękitne, tylko tam i ówdzie zasłane lekkimi chmurami, za którymi nader rzadko chowało się słońce. Ziemia przeciwnie, nie oferowała wcale przyjemnego widoku. W pewnym miejscu musiałem przeprawić się przez Odrę i moja podróż wiodła odtąd godzinami wzdłuż brzegu rzeki. Dopiero tu się z nią rozstałem.  W ostatnich dwóch dniach Odra niezwykle się podniosła, wiele pól zostało zalanych. Ludzie wylegli z wiosek. Wszyscy byli w ruchu, śledzono nurt, podwyższano wały, robiono wszystko co możliwe. Zagrożenia dla ludzi  jednak nie było o tyle, że woda była poza nurtem rzeki nieruchoma i spokojna. Ponad nią wystawały tylko krzewiny, pyszny widok. Od 1813 r. nie widziano tu tak dużej powodzi. Najprawdopodobniej zimna, niełaskawa aura spowodowała kumulowanie się śniegu w górach, a obecne ciepło gwałtowne topnienie. Tak tu się przynajmniej tłumaczy szybkie spiętrzenie wody.

Głogów, 9 maja 1826

Tekst pochodzi z: Briefe von Wilhelm von Humboldt an eine Freundin, Tom 2. Lepzig 1849, s. 136-137. Specjalnie dla Wehikułu tłumaczył A. Bok.

1905, 9.05.,  na przekształcanych intensywnie w Promenadę, likwidowanych od kilku lat południowych umocnieniach ziemnych twierdzy, przybył kolejny element małej architektury. Z okazji 100 rocznicy śmierci poety, dramaturga i filozofa Fryderyka Schillera, odsłonięto jego popiersie ustawione na smukłym cokole. Pozostałe jeszcze do dziś resztki pomniczka kryją może też i tajemnice pochodzenia i swojego autora – tekst z 2015 roku przypominamy z okazji odkrycia dokonanego przez miejscowych pasjonatów i poszukiwaczy pamiątek z przeszłości z Głogowskiego Ruchu Odkrywców Tajemnic w ubiegłym miesiącu. Blisko 116 lat później się okazało, że w Parku ziemia kryła wiele pozostałości pomnika, bo prawie kompletną stelę ze stosowną inskrypcją i nieznacznie uszkodzone popiersie. Nie znaleziono tzw. kamienia węgielnego. Znalezisko obejrzał już Konserwator zabytków. Jest wstępna zgoda na ustawienie odzyskanej pamiątki (oczywiście po stosownej konserwacji) w poprzednim miejscu.

Odkopane popiersie przed konserwacja (fot. Marcin Kopij)

1963, 1.05.,  W latach 1962 – 1966  w czteroletnim Liceum Medycznym Pielęgniarstwa uczyło się kilkadziesiąt dziewcząt z terenu całego województwa. Przygotowując się do udziału w pierwszomajowym pochodzie, zbierają się przed Szpitalem w szkolnej kolumnie przyszłe pielęgniarki. Większość z nich mieszkała w internacie urządzonym w jednym ze szpitalnych budynków. Pochód był jednym z rytuałów obchodów Święta Pracy w PRL.

Zdjęcie pochodzi z rodzinnego albumu Krystyny Hryniewicz.

1971, maj, w budynku przedwojennego szpitala miejskiego od 1960 r. funkcjonował Państwowy Zakład Wychowawczy. Zrujnowany obiekt, na którego remont w mieście nie było pieniędzy, Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Głogowie przekazało Kuratorium Okręgu Szkolnego w Zielonej Górze. Tam wymyślono ośrodek kształcenia specjalnego. Jego organizację powierzono Czesławowi Ziętkowi, który został pierwszym dyrektorem zakładu i pełnił tę funkcję do 1976 roku. Dziś nadano placówce imię Marii Konopnickiej.

Odsłonięcia tablicy pamiątkowej z okazji nadania Ośrodkowi Szkolno-Wychowawczemu w Głogowie imienia Marii Konopnickiej dokonali (od lewej) Bogdan Cuch, przewodniczący Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, Ryszard Romaniewicz, I sekretarz Komitetu Powiatowego PZPR i Marian Kowalik, dyrektor Cukrowni, przewodniczący Powiatowego Komitetu Frontu Jedności Narodu.

1976, 21.05.,  „w pięknie przystrojonej i wypełnionej po brzegi sali kina Jubilat rozpoczęła się historyczna dla Głogowa uroczystość – ceremonia dekoracji sztandaru miasta Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski” – relacjonował na pierwszej i kolejnej stronie wrocławskiej „Gazety Robotniczej” jej głogowski korespondent Igor Gośko, podpisujący się (Ig).

Akt nadania odznaczenia przez Radę Państwa PRL wraz z jego insygniami (fot A. Wiśniewski)

Odznaczenie zostało przyznane już w lipcu roku 1974, jak zapisano w dyplomie: – „W 30-tą rocznicę powstania Polski Ludowej, w uznaniu zasług mieszkańców Głogowa w walce o polskość, za doniosłe osiągnięcia gospodarcze i kulturalne, Rada Państwa nadaje miastu Głogów Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski”. Miasto dość długo czekało na wręczenie. Powodów opóźnienia nie znamy.  Niedawno, z okazji uroczystości hutniczych, był Edward Gierek i premier Piotr Jaroszewicz. Właściwy moment trafił się dopiero teraz. Województwo legnickie odwiedzili: sekretarz KC PZPR Jan Szydlak i wicepremier Franciszek Kaim. Przy okazji byli też w Legnicy i Chocianowie.

W wywołanej sali kina Jubilat towarzyszyli im gospodarze województwa Stanisław Cieślik i Janusz Owczarek, czyli I sekretarz KW PZPR i wojewoda. Na wszelkie życzenia o dobre słowa odpowiedział Andrzej Zawicki, Naczelnik miasta. Tu należy przypomnieć, że sztandar miasta wtedy był inny niż obecny. Przede wszystkim nosił herb przyjęty przez Miejską Radę Narodową w 1966 roku, kiedy zrezygnowano ze znaku pięciopolowego. Przyjęto wzór z średniowiecznej pieczęci. Miasto powróciło do wielopolowego herbu świadczącego o jego wielokulturowosci i bogatej przeszłości w 1990 roku. I wtedy powstał nowy sztandar. Gdzie się podział stary? Może jest w Muzeum? Czy opisane wyżej wysokie odznaczenie państwowe i inne odznaczenia przyznane miastu przed 1990 rokiem znajdują się na obecnym sztandarze z pięciopolowym herbem?

Sztandar Głogowa po opisywanej dekoracji na zdjęciu w gazecie codziennej z tamtych lat (Gazeta Robotnicza nr 117 z 24 maja, s. 1. fot. T. Drankowski)

1976, w maju, kończono montaż ostatniego bloku na „Chrobrym”, jak potocznie mówi się w Głogowie o osiedlu między ulicami Wojska Polskiego i Obrońców Pokoju. Pięciokondygnacyjny budynek o 9 klatkach montowała sześcioosobowa brygada mistrza Zenona Mroza. Osiedle wyrosło w ciągu trzech lat. Najpierw budowano i oddawano do zamieszkania bloki mieszkalne. Wznosili je budowlani z Głogowskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego, pracując nawet na trzy zmiany. Nie nadążała za „mieszkaniówką” budowa infrastruktury osiedlowej i miejskiej. W 1975 roku oddano kino „Jubilat”, ale na wielki budynek MOK trzeba jeszcze poczekać rok (piszemy o nim niżej). Mieszkańcy musieli posyłać dzieci do szkół i robić codzienne zakupy w sklepach okolicznych. Jak pisze dziennikarz, przy okazji czołowej informacji o ostatnim bloku na osiedlu – „daleko zaawansowana jest również budowa osiedlowego centrum handlowo-usługowego”.  

Budowa osiedla „Chrobry” (Fot. A. Wiśniewski).

1977, 21.05.,  w nowym obiekcie trwają uroczystości oddania do użytku nowoczesnej i wielkiej siedziby Miejskiego Ośrodka Kultury. Sukces święci jego dyrektor, Ryszard Badoń (który po latach powróci do nazwiska Badoń-Lehr). W uroczystościach uczestniczą znamienici goście z Warszawy i Legnicy. Wśród nich Lucjan Motyka wieloletni Minister Kultury i Sztuki oraz kierownik wydziału kultury

KC PZPR i Stanisław Cieślik, I sekretarz KW PZPR. Jest egzotyczny zespół z Filipin. Znalazł się tu dzięki kierownikowi Chóru Politechniki Szczecińskiej, głogowianinowi, Władkowi Juszkiewiczowi. Studencki zespół folklorystyczny z Filipin, jak wspominają po latach na filmie uczestnicy, spowodował – tumany kurzu, podnoszące się z desek sceny, ale i wzbudził furorę – dynamiką tańca. MOK wszystkich zadziwiał swoją kubaturą. Wszystkiego było dużo.

Wielka była również płaskorzeźba (wymiary 17,4 na 6,2 metra, czyli powierzchnia ponad 1 ara (107.88 m2), na czołowej ścianie prostopadłościanu sali widowiskowej. Autorem monumentalnej płaskorzeźby „KOSMOS” był warszawski artysta plastyk Miron Grześkiewicz. Zapisano w Kronice, że był też autorem plafonu na suficie głównej sali.

      Wehikuł w chwilę po otwarciu uczestniczył w spotkaniu z red. Bartoszem Janiszewskim, ówczesnym korespondentem TV w Nowym Jorku. Pełna sala i gadająca (znakomicie) głowa. Sala widowiskowa na czas projekcji filmowej zamieniała się w kino „Zodiak”. Tam obejrzeliśmy (przy niewielkiej widowni) „Człowieka z marmuru”.

Ceramicznny mural, wieńczący obiekt Centrum Kultury po niezbyt szczęśliwej przebudowie elewacji, widoczny jest z oddali lub z góry. Tu widok z pobliskiego wieżowca przy ul. Daszyńskiego.

1981, maj, w Brzostowie (jeszcze wtedy podgłogowskiej wsi) powstało pierwsze na Ziemi Głogowskiej koło Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Liczyło ok. 40 osób. Przewodniczącym został wybrany Władysław Papużyński, a w zarządzie znaleźli się też Karol Krężel, Tadeusz Płoch, Emil Landa i Jerzy Wojtasik. W. Papużyński był jednym z czołowych działaczy związkowych w woj. legnickim. W 1989 roku został wybrany senatorem RP w okręgu legnickim.          Władysław Papużynski (15 IV 1930 – 19 IV 2016, w latach 80. XX wieku był jednym z liderów podziemnej „Solidarności” Rolników Indywidualnych w województwie legnickim) wspomina, jak po powrocie z wyprawy do brata, mieszkającego w Gdańsku (już po strajkach sierpniowych) do Brzostowa:

I tutaj też zebrała się grupa rolników, pytali mnie, czy wstąpię. Jak najbardziej. I obskoczyli całą wieś i zebrali bardzo dużo kandydatów na członków. Była zasada: na liście nazwisko, imię i sto złotych wpisowego jako pewny kandydat „Solidarności”. Zebranie uroczyste, świetlica pełna jak nigdy, proszę pani, w Brzostowie, elementy patriotyczne: sztandar, orzeł, Matka Boska, wie pani, był proboszcz Dobrułowicz [ks. Ryszard Dobrołowicz – Wehikuł]  na tym zebraniu. No i odbyło się zebranie. Pani sobie wyobraża, ja sam głosowałem na siebie, zostałem wybrany przewodniczącym koła „Solidarności”. Legnica, to było województwo legnickie wtenczas jeszcze, wiemy, że te zmiany administracyjne nastąpiły później, pojechałem do województwa, tam zadzwoniłem do „Solidarności” pracowniczej, dowiedziałem się, że raz w tygodniu w tym i w tym dniu spotykają się. Więc była zasada, że te składki, te listy do tymczasowego zarządu wojewódzkiego trzeba przekazać. Pojechałem tam, przekazałem to. Na pierwszym posiedzeniu przewodniczący Harasimowicz, nauczyciel

emerytowany, miał też gospodarstwo, zaproponował mnie na wiceprzewodniczącego. /…/

To było pierwsze koło w powiecie głogowskim. A teraz trzeba było tworzyć koła w innych miejscowościach i wszędzie chodziło o to, żeby tworzyć gminne zarządy kół, tak zwane GKZ-y, Gminne Komitety Założycielskie. A żeby Gminny Komitet Założycielski powstał, musiały być trzy koła. Więc musiałem zorganizować na terenie tutaj kół, zorganizowałem więcej jak trzy koła, powstał zarząd gminny, GKZ, też byłem przewodniczącym, zostałem wybrany. No, nie tylko tutaj, w innych powiatach też pomagałem organizować koła „Solidarności”. Już miałem też kilku ludzi takich dobranych, sam już nie jeździłem. Ale to wszystko, wie pani, w oparciu o własne środki: mój samochód, mój fiat, ja jeździłem. Dobrze, że miałem samochód, to mogłem się poruszać. I proszę pani, ta działalność tak trwała. No, ale czuło się, że coś w kraju się dzieje, do czegoś się szykują, już komuniści wysłali w teren swoich komisarzy do wszystkich urzędów gminnych, wojewódzkich i tak dalej, byli komisarze wojskowi. Już przed stanem wojennym takie rozpoznanie oni prowadzili i wiadomo było, że czeka stan wojenny. /…/W każdym razie zorganizowaliśmy tyle powiatów, że GKZ-ów tyle powstało, że już można było zorganizować zjazd wojewódzki i 5 grudnia 1981 roku odbył się zjazd wojewódzki RI „Solidarność” w Legnicy, było dziesięciu kandydatów, wśród nich ja. Zostałem wybrany, najwięcej głosów otrzymałem. Zostałem wybrany przewodniczącym zarządu wojewódzkiego RI „Solidarność” województwa legnickiego.

(Fragmenty wywiadu zamieszczonego na stronie:

ksi.home.pl/archiwaprzelomu/obrazy/AP-11-2-1-38_1.pdf – dostęp: 21.03.2015; spisanego z taśmy magnetofonowej, bez daty przeprowadzenia i nazwiska autora, bez korekty]. Mimo aktywnych działań głogowskich historyków ten aspekt historii oporu społecznego na ziemi głogowskiej i w Głogowie nie został jeszcze zbadany i opisany, również w literaturze pamiętnikarskiej i wspomnieniowej).

Na na potkaniu przedwyborczym 20 maja 1989 roku w ośrodku wypoczynkowym GFMB „Famaba” w Lubiatowie Lubiatów (oś wyp. FAMABA), od lewej W.Papużyński i A.Kosmalski. (internet)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.