Wehikuł czasu – listopad 2020 (rok 12/141)

Smutno się zaczął ten listopad. Niespodziewana decyzja zamknęła przed nami cmentarze. Święto spędziliśmy więc w domach. Chwilę później przyszły, dzień po dniu, informacje najgorsze.

5 listopada 2020 r., w czwartek, tuż po południu zmarła Róża Lewicz (ur. 11.10.1949), członek Zarządu TZG i jego skarbnik, organizator wielu przedsięwzięć, w tym wycieczek historyczno-krajoznawczych, twórca smakowitości na corocznych piknikach regionalistów. Bezpośrednia, szczera, pracowita  i gospodarna. Ciekawa świata i ludzi. Otwarta na nowe  kontakty. Bezgranicznie i bez pamięci zakochana we wnukach, dla których oprócz gorącego serca czasami miała żelazną rękę. Róża podbijała swoją energią i entuzjazmem. Jej optymizm ładował nam akumulatory. Telesforowi, córkom: Agnieszce, Justynie, Lidii i Ani, wnukom oraz Rodzinie składamy najserdeczniejsze kondolencje i wyrazy głębokiego współczucia.

6 listopada 2020, w piątek, zmarł prof. dr hab. inż. arch. Olgierd Czerner (ur. 15.04.1929), główny (od 1986 r.) konserwator głogowskiej kolegiaty. Emerytowany profesor Politechniki Wrocławskiej, konserwator zabytków, architekt – projektant i historyk. Twórca Muzeum Architektury we Wrocławiu. W roku 2012 na wniosek Towarzystwa Ziemi Głogowskiej wyróżniony został przez Radę Miejską tytułem Zasłużony dla miasta Głogowa. Najbliższym i Rodzinie składamy kondolencje i wyrazy głębokiego współczucia.

Prof. Olgierd Czerner w trakcie każdej wizyty w kolegiacie dokumentował postęp robót i zaglądał we wszystkie miejsca pracy. (fot. ze zbiorów ks. kan. Rafała Zendrana)

A do Głogowa przyszła Jesień. Kiedy Wehikuł na chwilę w końcu października zajechał nad Odrę, zobaczył, że właśnie fontanny zamilkły, pojawiły się grzyby w okolicznych lasach, a kolejka samochodów ze Sławy w niedzielę sięgała Sobczyc (ponoć tak jest zawsze).

Ogrodzone lasy to również znak XXI wieku. Szalejacy afrykański pomór świń (ASF) wśród dzików, mają zatrzymać takie siatki.

Epidemia, niestety przyśpiesza. Codzienny bilans jest zatrważający. Tym bardziej, że dane publikowane we wszystkich mediach epatują wielkościami.

Pandemia przyćmiła wiele wydarzeń. Choć polityka powróciła na swoje niechlubne, pierwsze miejsce w życiu społecznym i 28 października 2020, tak wielkiej manifestacji w Głogowie jeszcze nie widzieliśmy. To wprowadzane kolejne obostrzenia, nadchodząca „narodowa kwarantanna” i takie smutne jak wyzej napisaliśmy, zdarzenia, przytłumiają inne.  W cieniu epidemii i polityki miały jednak miejsce lokalne przedsięwzięcia. Wirtualnie odbyły się w dniach 22-24 października tegoroczne, 26 już Głogowskie Konfrontacje Literackie. Można zapewnić, że uczta w odbiorze on-line była również smakowita.

Złota polska jesień ozdobiła kolorami liści odbudowaną „Fontannę Reutera”. Brakuje jeszcze figurek ale i tak obelisk – wodotrysk prezentuje się imponująco. Szczególnie, że w tle spogląda nań imć Wybicki.

We Wschowie i w Lesznie odbyła się zapowiadana od dłuższego czasu konferencja „Granica 1920 na ziemi wschowskiej i pograniczu wielkopolsko-śląskim”. Zaproszony do udziału Wehikuł pierwotnie miał łączyć się z salą obrad wirtualnie. Z innych jednak powodów musiał niespodziewanie przejechać przez Polskę w przeddzień blisko 600 kilometrów i uczestniczył w konferencji osobą własną. Ale warto było.

Natomiast nie mógł Wehikuł pojechać na wieczór promocyjny drugiego już tomu „Legnickiego Almanachu”, wydawanego w Legnicy od ubiegłego roku przez Stowarzyszenie „Pamięć i Dialog”. A szkoda, bo wśród 20 publikacji znajduje się nasz artykuł o wymianie waluty w Polsce sprzed 70 lat.

Z lektur Wehikułu

W trakcie wrześniowej, roboczej, wizyty w Głogowie Wehikuł czasu otrzymał niespodziewaną lekturę:

Zbigniew Kopociński, Krzysztof Kopociński, Szpital Wojskowy w Równem w latach 1919-1939, Wydawnictwo PWSZ w Głogowie. Głogów 2020.

Autorami są bracia bliźniacy, lekarze wojskowi, doktorzy nauk medycznych, okuliści z 105. Kresowego Szpitala Wojskowego w Żarach, Zbigniew i Krzysztof Kopocińscy. Od lat interesują się historią medycyny wojskowej. Zaangażowali się w pielęgnowanie lokalnej pamięci historycznej, nagrodzeni zostali m.in. „Buzdyganami” wojskowego pisma „Polska Zbrojna” i nagrodą Praemium Honoris Craesovianae Światowego Kongresu Kresowian.

W Równem na Wołyniu, pod różnymi nazwami funkcjonował w latach 1919 – 1939 Szpital Wojskowy. Był olbrzymią placówką (zakładem medycznym, jak piszą badacze) leczniczą, ale również gospodarczą i kulturotwórczą w tym zapóźnionym w rozwoju regionie. Jego miejsce w województwie wołyńskim, Równem i środowisku medycznym opisano na ponad pół tysiąca stron. Znalazło się tam 14 rozdziałów z wstępem i zakończeniem oraz aneksem zawierającym noty biograficzne kadry kierowniczej placówki. Autorzy dotarli do materiałów archiwalnych zgromadzonych w zasobach Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie, Państwowego Archiwum Obwodu Rówieńskiego w Równem (Ukraina), Instytutu Historycznego i Muzeum im. gen. broni W. Sikorskiego w Londynie, Archiwów placówek medycznych, w których poźniej pracowali lekarze opisywanego szpitala. Źródła archiwalne uzupełniają relacje i zdjęcia zebrane od krewnych byłych pracowników szpitala.

Ważne są odniesienia do sytuacji obecnego miasta na Ukrainie i zachowanych w nim szpitalnych obiektów. Dokumentowane to jest dużą ilością niedawno zrobionych zdjęć. W recenzji książki prof. Małgorzaty Paprockiej-Borowicz dostrzeżono i zauważono, że „tylko nieliczne placówki polskiej wojskowej służby zdrowia okresu dwudziestolecia międzywojennego doczekały się profesjonalnego opracowania swoich dziejów”. Tu chcemy zauważyć, że i placowki cywilnej służby zdrowia nie często były i są opisywane przez historyków. Mogą się monografiami szpitali pochwalić niedalekie Legnica i Zielona Góra. Może warto też zwrócić uwagę na przeszłość szpitali głogowskich?

Warto podkreślić rolę w ukazaniu się tej pozycji Wydawnictwa Uczelnianego głogowskiej PWSZ. Ponieważ znalazło się na ministerialnej liście, która przyznaje punkty liczące się w dorobku naukowym pracowników akademickich, zainteresowanych wydaniem swoich prac w Głogowie nie brakuje. Praca żarskich lekarzy zwróciła też uwagę tematem, który na pewno zainteresuje głogowskie, jakże prężne środowisko kresowe. Wehikuł dedykuje więc opis tej książki również Przyjaciołom ze Stowarzyszenia „Głogowska Edukacja Kresowa”.

1777, 13.11., z głogowskiej Kamery Wojen i Domen wyszło zarządzenie o wymianie rur w miejskim wodociągu. Ustawiono również na dwudziestu czterech ogólnie dostępnych studniach pompy. Jak pisze P. Łachowski w swojej książce o głogowskich wodociągach, wcześniej wydobywano wodę wiadrami i stąd zabierano ją do mieszkań. Ślady starego systemu wodociągowego odkopywane są czasami przypadkiem przy okazji robót ziemnych. Znaleziska znajdują miejsce w Muzeum.


A ilustracją jest okładka ciekawej opowieści o „podziemnym” Głogowie i zaopatrywaniu go w wodę przez lata. Książka wydana kilka lat temu do znalezienia już tylko w bibliotekach.

1799, 15.11., zainaugurował po wielkiej przebudowie swoją działalność głogowski Teatr Miejski (Imię Andreasa Gryphiusa Teatr Miejski otrzyma później). Na premierowy spektakl wybrano modną wówczas sztukę wziętego, aktora, reżysera i pisarza, Augusta Wilhelma – „Ifflanda”.

Poszukiwania badaczy i regionalistów przynoszą nowe wieści z przeszłości. Antoni Bok w książce o 200-leciu Teatru (Głogów 1999) zapisał, że budowę i tak prowadzoną jak na ówczesne czasy szybko zakończono w grudniu 1799. Jednak jak się przekonał całkiem niedawno po lekturze „Schlesische Provinzialblätter [1800 t. 32, 7], faktycznie było to jeszcze wcześniej. Anonimowy korespondent doniósł, że:

„(…) scena, przekazana została panu Fallerowi, który posiada przywilej na miasta głogowskiego departamentu kameralnego, za roczny czynsz 250 talarów. Sprowadził się on do połowy listopada 99 ze swoim towarzystwem, a 15. tego miesiąca teatr został, po małej mowie okolicznościowej, którą wygłosiła madame Faller, otwarty <<Graczem>> Ifflanda”. Świadek opisał również budowlę Teatru – „Jest on na 160 stóp długi i na 40 szeroki [ 50 x 12,5 m], przednią stroną zwrócony na wschód. Według informacji radcy wojennego i dyrektora budowlanego Schulza, zbudowany jest w mieszanym stylu doryckim i toskańskim. Zdobienia są na nim całkiem zwyczajne, a całość wygląda przyjemnie. Pośrodku wznoszą się dwie kolumny, a ponad nimi wykonana jest wielka muszla sięgająca dachu. Po obydwu stronach kolumn znajdują się dwa potężne filary, które, rzecz jasna, szkodzą całości, ale były jako podpory budynku nie do uniknięcia. Bez nich miałby on o wiele lżejszy wygląd. Za kolumnami, między obydwoma filarami umieszczony jest płaski relief, który chciałoby się widzieć w innym miejscu, gdyż częściowo zasłaniają go kolumny i filary (…). Poza tym całość podoba się poprzez swoją prostotę i jest bezsprzecznie wyborną ozdobą rynku. Widownia podzielona jest na dwa sektory [płatne] po osiem i cztery srebrne grosze; w obydwu mieści się łącznie około 700 ludzi. Brakuje lóż”. Wehikuł czasu serdecznie dziękuje Antoniemu Bokowi za udostępnienie wyników swoich badań.

Przed zniszczonym, zrujnowanym budynkiem Teatru w 1960 roku (z albumu Franciszka Marciniaka)

1806, 13.11., do Bramy Wrocławskiej podchodzi dwóch parlamentariuszy oblegającego twierdzę korpusu francuskiego. Wysłańcy są zapewne Bawarami, ale niosą pismo od gen. Charlesa Lefebre-Desmouettes, który zaprasza na negocjacje do sztabu księcia Hieronima. Od kilku dni trwa oblężenie Głogowa. Dziś ostrzeliwuje miasto 5 baterii, wśród których największe to  12 funtowe. Każda bateria z reguły liczy 4 działa i 2 granatniki (zwane te moździerzami). W sumie pod głogowskie mury trafi 48 luf różnej mocy rażenia. Salwy robią wrażenie. Do Kamiony, sztabu najeźdźców udają się na rozmowę major von Puttlitz, dowódca jednego z batalionów piechoty i kapitan von Brockhausen, adiutant wicegubernatora. Pierwszy z nich, młody, ambitny i zapalczywy oficer jest zwolennikiem bezwzględnego oporu. Drugi z kolei zasłynie niebawem rekordowo szybkim przejazdem w poszukiwaniu swojego króla.

„Stara” Brama Wrocławska. Tak mogła być widziana oczami parlamentarzystów. Obok, widok na otoczenie Bramy wewnątrz twierdzy.

1810, listopad, trafił do Głogowa królewski edykt sekularyzacyjny. Decyzję o przejęciu kościelnych i klasztornych majątków podjął król Prus kilka dni temu, bo 30 października. Skarbiec państwa stał pusty, a po przegranej wojnie z Francją przyszedł czas zapłaty ogromnej kontrybucji. Poszukano przychodów w majątkach klasztornych.

Jak zanotował świadek tamtych dni dr Gottlob Dietrich: „W listopadzie nadszedł królewski edykt o sekularyzacji fundacji kościelnych i klasztorów. W Głogowie dotyczył on jak niżej:

1. Kanonicy kolegiaty Najświętszej Marii Panny sub titulo annunciatonis B.V.M. zostali przeniesieni w stan spoczynku, kościół przeznaczono na publicznemsze, zatrudniony został jeden kanonik, prepozyt Klamt.

2. Kapituła i klasztor ordinis B. Clarae [klarysek], albo panieńska fundacja klasztorna św. Krzyża – mniszki zostały przeniesione w stan spoczynku, a kościół opróżniono i zamieniono w magazyn.

3. Klasztor i kościół dominikanów – duchowni zostali przeniesieni w stan spoczynku, budynki mieszkalne sprzedane, kościół stoi jeszcze jako magazyn.

4. Klasztor i kościół franciszkanów – duchowni zostali przeniesieni w stan spoczynku, budynek mieszkalny i ogród sprzedane, kościół przeznaczony na magazyn”.

Wśród dokumentacji Głównej Komisji Sekularyzacyjnej zachował się wyciąg z inwentarza wyposażenia kościoła dominikanów. Jego wartość wyceniono na 625 talarów.

1845, 29.11., wybuchła rebelia na budowie pierwszej linii kolejowej pod Głogowem. Jak donosiła gazeta „Baierscher Eilbote” robotnicy układający tory zbuntowali się po kolejnej obniżce płac dokonanej przez dr. Baila. Ponoć miało ich być ok 1500. Zorganizowani w geście protestu chcieli udać się do miasta, do biura budowniczych. Przedsiębiorcy jednak spodziewali się, że protest wzburzonej masy mężczyzn może wymknąć się spod kontroli. Wojsko nie wpuściło protestujących do miasta. Wały fortecy i umocnione bramy w tym na pewno pomogły. Nie znamy szczegółów finału sporu i protestu. Jednak wiadomo, że niespełna rok później budowa została ukończona i pierwsze pociągi do Jankowej Żagańskiej ruszyły jesienią. I tak rozpoczął się na ziemi głogowskiej okres kolei żelaznej. Na ilustracjach obiekty w kolejnych fazach rozkwitu.  Kiedy w dniu 17 maja 1858 r. oddano do użytku przeprawę kolejową przez Nową Odrę, pociągi z Leszna, zatrzymywały się przed umocnieniami. Zanim przebito do dziś istniejącą trasę nad Odrą, podróżni do Wrocławia czy Legnicy przewożeni byli dorożkami w okolice Krzepowa i tam dopiero wsiadali do pociągów. Dopiero po 1870 roku ułożono tor nad Odrą, zabezpieczając wjazdy do twierdzy przy pomocy krat i dzieł fortecznych.

Dworzec, którego resztki do dziś istnieją przy peronie drugim, powstał w drugiej połowie XIX wieku

1890, 19.11.,  u ujścia Czarnej Wody (Schwarzwasser) do Odry otwarto stocznię remontową. Jej właścicielem było przedsiębiorstwo Dampfschiffs-Rhederei Emanuel Friedlander z siedzibą we Wrocławiu. Sprzyjał inwestycji boom żeglugowy wymagający zaplecza remontowego. Na ponad czterohektarowej działce w Żarkowie utworzono nabrzeże, wyposażone w potrzebne urządzenia i budowle. A rzeczny nurt poszerzono i pogłębiono, tworząc stoczniową zatokę. Powstała głogowska Stocznia, późniejsza Famaba.


Szkic inwentaryzacyjny Stoczni z 1946 roku (Zdjęcie z książki „Famaba 1946-2016 E-Towers”, Głogów 2016)

1910, 6.11., na  cmentarzu garnizonowym w jesiennej powadze starych drzew odsłonięto obelisk ku czci zmarłych w lazarecie 59 austriackich jeńców wojennych. Twierdza stała się w trakcie wojny prusko-austriackiej w roku 1866 miejscem więzienia wziętych do niewoli żołnierzy przeciwnika. W trakcie pobytu w pospiesznie zorganizowanych miejscach odosobnienia, przy złych warunkach sanitarnych, dochodziło do rozprzestrzeniania się chorób. Na stan zdrowia również miała wpływ jakość odżywiania. Pół wieku po tamtych wydarzeniach, w zmienionych warunkach politycznych doszło do manifestacyjnego podkreślenia związków z austriackim domem panującym. W Głogowie miało to wyraz historyczny. Do żołnierskiej nekropolii, znajdującej się po zniesieniu fortyfikacji nieopodal Promenady, przybyli miejscy notable i głogowska generalicja. Był generał lejtnant von Kathen, dowódca 9 Dywizji i generał major von Kalckstein, komendant twierdzy. I jak widać na zdjęciu (patrz niżej), wielu innych oficerów w charakterystycznych białych płaszczach i cywilnych dygnitarzy w cylindrach. A dziś cmentarza garnizonowego już nie ma. W tym miejscu Rondo 3 Maja reguluje ruch samochodowy i skrywa swoje tajemnice.

Uroczystość na garnizonowym cmentarzu (Schlesien, 1910/11, opub. w: W. Maciuszczak, Twierdza Głogów. Garnizon i ludzie, Głogów 2009) 

1945, w listopadzie, nastoletni Hans Joachim Jäschke (16 lat skończył 21.10 1944 r.) dowiedział się, że jego pobyt w obozie jenieckim dla ozdrowieńców w Żaganiu dobiegł kresu. Trafił tam kilka tygodni wcześniej z głogowskiego szpitala wojennego Armii Czerwonej, który mieścił się w wielkim poniemieckim kompleksie szpitalnym przy ul. Kościuszki.

Opisuje w książce, że po tygodniu od zakończenia walk, czyli ok. 5 kwietnia, wyniesiono go wraz z innymi rannymi z restauracji – Piwnicy Ratuszowej. Tam w ostatnich dniach oblężenia w polowej sali operacyjnej przeszedł zabieg chirurgiczny. Nosze ulokowano w sanitarce. Kolumna ruszyła. Po jakimś czasie:  „()pojazdy sanitarne zatrzymały się przed wielkim lazaretem wojennym przy Herzog Konradstrasse (obecnie ul. Tadeusza Kosciuszki) o który na początku oblężenia tak zaciekle walczono. Zniszczenia od razu rzucały się w oczy. Mimo że był już początek kwietnia, polegli podczas szturmu w połowie lutego żołnierze niemieccy leżeli, dotąd niepogrzebani, przed głównym budynkiem – drastyczny widok(). W korytarzach lazaretu hulał wiatr, ponieważ wszędzie brakowało szyb w oknach, a gdzieniegdzie także drzwi. Po kąpieli zabrano mnie do sali, gdzie mniej więcej dziesięciu rannych leżało w czystych łóżkach. Oczywiście łóżka stały ciasno jedno obok drugiego.

(…)Rosyjskie kierownictwo lazaretu spoczywało w rękach starszego małżeństwa, w rangach oficerskich. Jak się w wkrótce okazało, było to dla nas wielkie szczęśliwe zrządzenie losu. Para ta, wraz z wziętymi do niewoli lekarzami niemieckimi, czyniła wszystko, co możliwe dla ratowania życia pacjentów – bez względu na ich narodowość. Ciężko rannym przysługiwała specjalna dieta. Lazaret, z powodu wielu rannych, dosłownie pękał w szwach: wykorzystane były wszystkie korytarze, a także piwnice ()”.

Okolice szpitala były zaminowane – po wypadkach śmiertelnych, Rosjanie poszukiwali wśród rannych, sapeów, czy tych żołnierzy, którzy znali trochę zasady minowania:

„…Szybko jednak znalazło się jednak kilku saperów – zostali zadenuncjowani. Trzech lub czterech z nich otrzymało nakaz oczyszczenia pola minowego przed lazaretem. Planu zaminowania nikt nie posiadał. Zaopatrzeni jedynie w długi pręt rozpoczęli swoją pracę, obserwowani z bezpiecznej odległości przez licznych gapiów. Bardzo szybko zlokalizowali minę pancerną i przystąpili do dzieła. I znowu eksplozja wstrząsnęła okolicą, a ci trzej albo czterej saperzy zostali zabici. Znający się na rzeczy mówili później, że mina była zabezpieczona przed rozbrojeniem i dlatego wybuchła. Po tym przerażającym wypadku cały niebezpieczny teren został ogrodzony i zawieszono plakat informujący o zagrożeniu życia… ”. Ciąg dalszy w książce: Hans Joachim Jäschke – „Szesnastolatek na wojnie”, Głogów 2015. Przekład Antoni Bok, Posłowie Adam Krzemiński.

A na ilustracji budynek główny szpitala garnizonowego po 1940 roku.

1955, listopad., planowano utworzyć w Głogowie pułk artylerii przeciwpancernej dla 2 Korpusu Armijnego. Funkcjonujący już 112 pułk artylerii ciężkiej miał zostać przeorganizowany w 112 pułk artylerii. Jak się okazało, z planów nic nie wyszło. Chwilowy rozwój organizacyjny Armii spowodował, że w garnizonie ulokowano nowo powstałą 10 Dywizję Artylerii Armat.

Działoczyny na placu ćwiczeń przy jednostce wojskowej w Głogowie.
 

1995, 6.11., 25 lat temu, została zawarta umowa notarialna na oddanie przez Urząd Miejski w użytkowanie wieczyste nieruchomości „gruntowej niezabudowanej, położonej w Głogowie – Rynek, przeznaczonej pod budownictwo mieszkaniowe wielorodzinne” na rzecz spółki „Architekton” Firma Architektoniczno-Budowlana Restauracji Zabytków s.c. Leszek Peljan Leszek Link. Stało się to w konsekwencji ogłoszonego rok wcześniej nieograniczonego przetargu. A kilka lat później zapadła decyzja administracyjna dotycząca odpłatnego przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności. I po zawodach, jak mówiono… Firmę znaleźć można, w Internecie – zmieniała formy organizacyjne, ale ma się dobrze. Jeden z takich zapisów o „Architektonie” brzmi tak: „Najwięcej przetargów firma wygrała w roku 2011 (7 przetargów). Instytucją, która najczęściej udziela zamówień tej firmie jest Gmina Miejska Głogów”.

Dziura zieleni się w najlepsze, a przez kolejne lata nie wydarzyło się nic. Pięknieje otoczenie, a dziura nie. Wśród koncepcji zagospodarowania tego terenu była też propozycja odbudowy ruiny kościoła św. Mikołaja z przeznaczeniem na świątynię. Ale wielki budowniczy głogowskich kościołów ponad dwadzieścia lat temu nie uzyskał zgody na zmianę planu zagospodarowania. Nie wykrojono wtedy działki pod plebanię. Czy ten teren czeka na zmianę pomysłów rajców?

Ostatnie inicjatywy jednomyślnej w tej sprawie Rady Miejskiej wydają się, że przybliżają moment zagospodarowania działki. Choć właściciele, mimo deklaracji kompromisu, chwytają się dostępnych sztuczek prawnych. Ćwierć wieku walki o zagospodarowanie serca w sercu Głogowa przywołuje na myśl teorie spiskowe, ale czy wreszcie powiedziano dość?

Centrum miasta w 2017 roku (tu fot. Z. Lipowski)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.